Nie wykorzystujmy uzasadnionych obaw rolników do budowania alarmistycznych przekazów. Nie wyciągajmy z realnych problemów wniosków, które z nich nie wynikają.
Hasła o „zalaniu rynku”, „powtórce z 2022 roku” czy kolejnym załamaniu cen są politycznie nośne. Można na nich budować emocje i kapitał polityczny. Nie zastępują jednak analizy i nie prowadzą do rozwiązań, które rzeczywiście chronią interes polskiego rolnika.
Tranzyt produktów rolnych z Ukrainy niesie realne zagrożenia. Może konkurować z polskim eksportem o transport drogowy, porty, wagony i terminale. Może podnosić koszty logistyki. Ukraiński produkt może konkurować z polskim na tych samych rynkach zagranicznych. System kontroli może być nieszczelny. Wszystkie te ryzyka trzeba traktować poważnie. Ale z istnienia ryzyka nie wynika jeszcze najbardziej alarmistyczny możliwy scenariusz, o ile zawczasu zostaną wyciągnięte właściwe wnioski i wdrożone odpowiednie działania.
Doświadczenia lat 2022–2023 powinny być dla nas lekcją. Wtedy podjęto decyzje polityczne, które rzeczywiście przyczyniły się do destabilizacji rynku. UE uruchomiła nadzwyczajne środki handlowe ATM, bardzo szeroko liberalizując dostęp ukraińskich produktów do rynku unijnego, a jednocześnie tworzono korytarze solidarnościowe, zakładając, że duża część towaru pojedzie dalej na rynki trzecie. Tak się nie stało. Znaczna część produktów pozostała w państwach przyfrontowych, w tym w Polsce, i weszła w bezpośrednią konkurencję z produkcją krajową.
Polski zakaz przywozu części produktów rolnych pojawił się dopiero po kulminacji kryzysu. I to właśnie powinno być najważniejszą lekcją z tamtego okresu: dobra polityka nie polega na gaszeniu pożaru. Powinna wcześniej rozpoznać mechanizm, policzyć ryzyko i wprowadzić zabezpieczenia, zanim rynek zostanie zdestabilizowany.
Ale rok 2026 nie jest rokiem 2022. ATM już nie obowiązują. Handel UE–Ukraina odbywa się obecnie w ramach zmodernizowanej umowy handlowej. Dla części najbardziej wrażliwych produktów ponownie funkcjonują ilościowe ramy preferencyjnego dostępu do rynku, obejmujące m.in. jęczmień, pszenicę, mąkę i część produktów przemiału zbóż, cukier, drób, jaja, miód oraz wybrane produkty przetworzone. Umowa zawiera również mechanizmy ochronne pozwalające reagować na poważne zakłócenia rynku. W Polsce dodatkowo obowiązuje krajowy zakaz przywozu określonych produktów rolnych z Ukrainy, przy jednoczesnym dopuszczeniu ich kontrolowanego tranzytu. Wskazywaliśmy też już największe zagrożenie, jakim jest tranzyt kukurydzy i olejów, dla których nie ma realnej ochrony przed ich niekontrolowanym napływem na rynek wewnętrzny UE.
Mimo tych problematycznych kwestii import i tranzyt są dziś nie tylko różnymi zjawiskami gospodarczymi. Są również rozdzielone prawnie. To nie oznacza, że możemy spać spokojnie. Oznacza, że obecne ryzyka trzeba analizować w obecnych warunkach i wyciągać z nich wnioski, a nie automatycznie przenosić na nie mechanizmy z lat 2022–2023.
Trzeba też analizować drugą stronę problemu. Jeżeli eksport Ukrainy przez Morze Czarne pozostanie ograniczony, a alternatywne możliwości wywozu ukraińskich produktów zostaną zamknięte, ten towar nie zniknie. Będzie się kumulował w Ukrainie. Przy ograniczonych możliwościach magazynowania będzie rosła presja na lokalne ceny i może pogłębiać się dyskonto wobec rynku europejskiego i światowego. Im tańszy stanie się produkt bezpośrednio za naszą granicą, tym większe może być zainteresowanie jego zakupem przez handel i tym większa presja konkurencyjna na polski produkt. Blokowanie możliwości wywozu ukraińskiego ziarna na rynki trzecie również może więc tworzyć zagrożenie dla polskiego rolnika.
Nie można również pomijać tego, że wojna zbożowa na Morzu Czarnym ogranicza możliwości eksportowe nie tylko Ukrainy, ale także Rosji — największego eksportera pszenicy na świecie. Jeżeli rosyjski eksport zostanie istotnie ograniczony, część światowego popytu będzie musiała zostać przejęta przez innych eksporterów. Może to otwierać dodatkowe możliwości dla produktów europejskich i wspierać ceny na światowych rynkach. Brak tego aspektu problemu w debacie publicznej razi nas najbardziej.
Dlatego nie wystarczy pytać, co może się stać, jeśli tranzyt zwiększymy. Trzeba z taką samą powagą zapytać, co może się stać, jeśli go ograniczymy. Trzeba analizować nie tylko przepływ ukraińskiego ziarna przez Polskę, ale również wpływ wojny na ceny ukraińskie, skalę dyskonta, możliwości rosyjskiego eksportu, światowe ceny i potencjalne szanse dla europejskich producentów.
Nie jesteśmy z góry ani za zwiększaniem tranzytu, ani za jego blokowaniem. Jesteśmy za tym, żeby decyzje w tej sprawie wynikały z faktów, mechanizmów rynkowych i rachunku ekonomicznego, a nie z politycznie atrakcyjnych haseł.
Stowarzyszenie Rolników Towarowych WSPÓLNA ROLA
INFORMACJA
Apel kierujemy do wszystkich organizacji rolniczych, partii politycznych, administracji publicznej i mediów. Jednak dokument o powyższej treści prześlemy bezpośrednio tylko do Prawa i Sprawiedliwości, Konfederacji Wolność i Niepodległość oraz Związku Zawodowego Rolnictwa „Samoobrona”.
Robimy to dlatego, że w ostatnich wypowiedziach publicznych przedstawicieli tych środowisk coraz wyraźniej pojawiają się właśnie mechanizmy, przed którymi przestrzegamy: wychodzenie od rzeczywistych problemów i uzasadnionych obaw związanych z handlem i tranzytem produktów rolnych z Ukrainy, a następnie budowanie na nich alarmistycznych i populistycznych haseł o „zalaniu rynku”, „powtórce z 2022 roku” czy kolejnym kryzysie.
Nie kwestionujemy prawa tych środowisk do wskazywania zagrożeń. Przeciwnie — oczekujemy, że będą je wskazywać. Oczekujemy jednak również od organizacji i partii aspirujących do reprezentowania interesów polskich rolników, że realne problemy będą analizowane, a nie wykorzystywane do budowania politycznych emocji.
Dlatego ten apel nie jest polemiką z konkretnymi osobami. Jest wezwaniem do przyjęcia wyższego standardu debaty o sprawach, których konsekwencje mogą bezpośrednio dotknąć polskich gospodarstw.
Od tych, którzy chcą reprezentować polskich rolników, mamy prawo wymagać nie tylko dostrzegania zagrożeń, ale również merytorycznej odpowiedzialności za wnioski, które z nich wyciągają.
