To producenci mają wybierać projekty, które zostaną sfinansowane z funduszy promocji, bo są one zasilane ich pieniędzmi. To, że przelew wykonuje ktoś inny, nie zmienia odpowiedzi na pytanie, czyje są to pieniądze. A skoro tak, odpowiedź na pytanie kto ma nimi zarządzać też jest prosta.
Dziś ta decyzja zapada ponad ich głowami. Nie chcemy poprawiać tego układu kolejną komisją, nowym portalem z dokumentami ani obietnicą większej przejrzystości. Chcemy oddać producentom rzeczywisty wpływ na to, kto dostanie środki i na co je wyda.
Jak to zrobić bez przebijania się przez miliony faktur? Posłużyć się danymi, które ma już ARiMR. Wskaźnik SO obliczony dla produkcji związanej z danym funduszem wskazywałby, kto może głosować i jaką wagę ma jego głos. Producent zbóż głosowałby w funduszu zbóż, a jeśli prowadzi też inną produkcję — również w odpowiadającym jej funduszu. Waga głosu rosłaby wraz ze skalą produkcji właściwej dla danego funduszu, ale tylko do ustalonego pułapu. Dzięki temu największe gospodarstwa nie mogłyby dzięki samej wielkości mieć decydującego głosu.
Sam wybór powinien być równie prosty i jest stworzone dla niego już właściwe miejsce – Portal Rolnika. To tam producent widziałby projekty, ich autorów, cele i wnioskowane kwoty. Oddany głos dodawałby projektowi punkty zgodnie z wagą głosu producenta. Po zakończeniu głosowania projekty ustawiano by od najwyżej do najniżej ocenionego. Kolejne otrzymywałyby wnioskowane kwoty, o ile mieszczą się w budżecie. Można też ograniczyć maksymalną kwotę dla jednego projektu lub organizacji.
Nie każda potrzeba jest taka sama w całym kraju. Dlatego obok projektów krajowych i międzynarodowych nastawionych na eksport powinny istnieć wydzielone środki na projekty regionalne. O ich wykorzystaniu decydowaliby producenci z danego regionu. Osobne pule należałyby przeznaczyć na projekty dotyczące systemów jakości. Te wybieraliby producenci, których odpowiednia produkcja jest objęta danym systemem. Projekty mogłyby służyć konsumentom, samym producentom lub przetwórcom, lecz prawo wyboru pozostałoby przy producentach.
Pieniądze z funduszy powinny też zachęcać do współpracy. O wsparcie mogłyby występować stowarzyszenia, spółdzielnie, grupy i organizacje producentów, organizacje branżowe, organizacje przetwórców oraz organizacje łączące obie strony. Mogłyby tworzyć konsorcja z przetwórcami, naukowcami, samorządami i instytucjami państwowymi. Nie chodzi o finansowanie pomysłów pojedynczych podmiotów, lecz o przedsięwzięcia, wokół których ludzie potrafią się zorganizować.
Kto dopilnuje pieniędzy? ARiMR. Przed głosowaniem powinna sprawdzić, czy projekt jest zgodny z prawem, mieści się w celach funduszu, jest wykonalny i ma rzetelnie oszacowane koszty. Po realizacji — rozliczyć wydatki, sprawdzić rezultaty i upublicznić ustalenia w granicach prawa. Powinna także okresowo oceniać działanie całego funduszu. To dla niej naturalna rola: ma dane potrzebne do ustalenia uprawnień producentów oraz Portal Rolnika, w którym można przeprowadzić wybór. KOWR jako strażnik obecnego systemu się nie sprawdził.
Cele możliwych projektów należy szeroko zapisać w ustawie. Potem niech organizacje zgłaszają pomysły, ARiMR sprawdza ich zgodność i koszty, a producenci wybierają. Nie są nam w tym systemie potrzebne żadne komisje zarządzające. Pieniądze producentów powinny wreszcie podążać za ich decyzją i można tego dokonać bardzo prosto.
