„MAŁE PRZETWÓRSTWO” DLA WYBRAŃCÓW ARiMR

Na tak zwane „małe przetwórstwo” z KPO w naborze zrealizowanym na początku 2024 roku zostało złożonych ponad 4 300 wniosków. Do końca lutego 2025 roku zostało zweryfikowanych 1763, z czego odrzucono ponad 1530 (1). Zatem jedynie 15% wniosków kwalifikowało się wg ARiMR do podpisania umowy! Wobec tego czy to wnioskodawcy byli głupi czy ARiMR po prostu nadużywała prawa, żeby „uwalić” znaczną grupę „niewłaściwych” wnioskodawców.

Powiedzmy sobie jeszcze coś więcej: 197 podpisanych umów wykorzystuje ledwie 23 mln zł (2) dotacji, a więc około 5% dostępnego w ramach naboru budżetu. W limicie środków znajduje się jeszcze ponad 1200 wniosków, czyli prawie wszystkie złożone. W dotychczasowym tempie i skali ARiMR rozpatrzy je do końca tego roku, wykorzystując 10% budżetu. I w tych okolicznościach ARiMR hucznie ogłasza konsultacje społeczne (3) projektu rozporządzenia wydłużającego czas realizacji projektu z 18 do 21 miesięcy, ale nie później niż do końca marca 2026 roku. Wygląda na to, że ostatni będą mieli raptem parę miesięcy lub nawet tygodni na rozliczenie projektu… Nikt o nic nie pyta i wszyscy są cali happy… Naprawdę?

Zwróćmy uwagę, że maksymalna kwota dotacji w tym naborze wynosi 500 tys. złotych. Średnia dotacja z podpisanych umów to troszkę powyżej 100 tys. złotych. To pokazuje skalę promowanych przez ARiMR projektów. Jest jeszcze jedna ważna rzecz: to nie jest żadne „małe przetwórstwo”, jak sugeruje ARiMR, tak skrótowo nazywając działanie. Dofinansowanie w ramach tego działania nie podlega tylko działalność w ramach rolniczego handlu detalicznego (RHD) czy w ramach działalności marginalnej, ograniczonej lokalnie (MOL), ale także działalność związana z dostawami do odbiorców detalicznych nieprzetworzonych produktów roślinnych (dostawy bezpośrednie) czy nieprzetworzonych produktów zwierzęcych takich jak np. jaja, czy miód (sprzedaż bezpośrednia). Tak więc znaczna część złożonych projektów może wiązać się tylko z przygotowaniem produktów do sprzedaży (mycie, pakowanie, itp.) bez konieczności ich jakiegokolwiek przetwarzania.

Zadajmy najważniejsze pytanie: dlaczego ARiMR odrzuca blisko 85% weryfikowanych wniosków?  Już latem 2024 roku Lubelska Izba Rolnicza dostała od MRiRW odpowiedź na to pytanie. „Brak ujęcia w ramach inwestycji kosztów dotyczących wyposażania budynków w zakresie  infrastruktury przygotowania do sprzedaży lub sprzedaży produktów oznacza, iż inwestycja może być używana do innych celów, w tym również na potrzeby rolnej produkcji pierwotnej, która na mocy rozporządzenia wdrożeniowego jest wykluczona ze wsparcia”. (4)  Analizując kwestię wyposażenia magazynów planowanych we wnioskach ARiMR jednak nie brała pod uwagę faktu, że wnioskodawca może wykorzystać do przygotowania do sprzedaży już posiadany sprzęt lub że może kupić taki sprzęt używany, co uniemożliwia jego ujęcie w kosztach kwalifikowalnych. Masz rolniku już wagoworkownicę? Nieważne, kup sobie nową, żebyśmy mieli jak krowie na rowie dane, że tobie o dostawy bezpośrednie chodzi, a nie o przechowywanie.

Naczelny Sąd Administracyjny wyrokiem z dnia 6 grudnia 2024 r. o sygn. akt I GSK 1464/24 wykazał bezpodstawność wyżej zacytowanego twierdzenia ARiMR, które legło u podstaw odrzucenia wniosku w ramach skarżonej sprawy, jak i zapewne odrzucenia znacznej liczby zweryfikowanych do grudnia 2024 roku pozostałych wniosków. Na marginesie zauważmy, że ARiMR mało było wyroku WSA i złożyła jeszcze kasację. Intencją było zapewne przeciągnięcie tematu. I tu trzeba pochwalić polskie sądownictwo, bo zarówno skarga pierwotna, jak i skarga kasacyjna zostały rozpatrzone niecodziennie szybko.

Wskazana wyżej sprawa stała się precedensem dla innych wnioskodawców, którzy nie zgodzili się z absurdalnymi decyzjami ARiMR i również odwołali się do sądu. Ilu tych wnioskodawców było? Stowarzyszenie Rolników Towarowych WSPÓLNA ROLA zna jeszcze 6 takich przypadków i z dużą dozą prawdopodobieństwa nie było ich wiele więcej. Ilu było takich, co klnąc pod nosem rzucili negatywną decyzję ARiMR w kąt i zapomniało o temacie? Pewnie grube setki… Ale oni już faktycznie mogą zapomnieć o temacie, bo nie ma procedury prawnej, która mogłaby ich sprawy przywrócić. Co dalej jednak z wnioskami przywróconymi przez sąd? Leżą już trzeci miesiąc w centrali ARiMR i czekają zapewne na 31.03.2026 roku, bo przecież prawo i sprawiedliwość zawsze muszą być po właściwej stronie.

Jednego bata na krnąbrnych wnioskodawców, którzy umieją czytać rozporządzenia, regulaminy i instrukcje, sąd wyrzucił do kosza. Jednak MRiRW oraz ARiMR postanowiły nie czekać bezczynnie, tylko z miejsca wzięły się za kręcenie drugiego. Celem jest tu uwalenie wniosków dotyczących budowy większych magazynów warzyw, zwłaszcza okopowych, zatem pretekstem stała się obowiązująca w prawie europejskim definicja dostaw bezpośrednich, wskazująca, że dostawy bezpośrednie to dokonywanie przez producenta dostaw małych ilości surowców do konsumenta końcowego. ARiMR wręcz w sposób bezczelny przekazała portalowi „Farmer” (1), że przyczyną tak dużej ilości odrzucanych wniosków jest właśnie to, iż rolnicy nie rozumieją tej definicji. Tymczasem co oznacza sformułowanie „małe ilości” w ramach dostaw bezpośrednich szczegółowo reguluje § 3 pkt. 1 rozporządzenia Ministra Zdrowia z dnia 6 czerwca 2007 roku w sprawie dostaw bezpośrednich środków spożywczych, w myśl którego „mała ilość” oznacza tyle, ile rolnik jest w stanie wyprodukować w swoim gospodarstwie. Może być to zatem 10 ton jak i 1000 ton np. ziemniaka. Biorąc pod uwagę rozbudowane kontakty handlowe większych rolników i możliwość sprzedaży produktów do sklepów detalicznych, to sprzedaż w detalu nawet większych ilości ziemniaka czy cebuli nie jest problemem. Wygląda więc na to, że to nie wnioskujący rolnicy, tylko MRiRW oraz ARiMR mają problem ze zrozumieniem pojęć odnoszących się do dostaw bezpośrednich.

Czas jednak biegnie nieubłaganie. Do 31.03.2026 już został tylko rok. Większość wniosków dotyczy budowy hali. Wnioskujący w ramach KPO nie muszą na etapie oceny wniosku przedstawiać dokumentacji budowalnej i pozwoleń. Jednak na etapie realizacji i rozliczenia już taką dokumentację muszą oczywiście posiadać. W polskiej rzeczywistości pozyskanie dokumentacji budowlanej wraz z niezbędnymi pozwoleniami zajmuje co najmniej kilka miesięcy. Zatem za kilka miesięcy już problemu nie będzie. ARiMR zamknie nabór na pewnie 400 podpisanych umowach z kwotą zapotrzebowania wynoszącą około 40 mln zł, a pozostałe 400 mln odda do Brukseli.

Miało być sprawne wykorzystanie środków z KPO, a tematy mielą się i nie mogą zakończyć. Obecna ekipa rządząca walczyła o praworządność, tymczasem jest, jak było – prawo prawem, a ARiMR wraz z MRiRW robią dalej, co im się podoba. Coś napiszą w wytycznych czy rozporządzeniach, czy regulaminie, coś im potem nie podejdzie, zinterpretują to sobie zatem po swojemu i każdy może im naskoczyć. Nikt się nie przejmuje, że odpuszczamy duże pieniądze na rozwój polskiego rolnictwa, że blokujemy rozwój średnich gospodarstw. To wsparcie jest przecież dla tych, co drewnianym tłuczkiem gniotą jabłka w wiadrze, by zrobić z nich ocet (5) i co bosą nogą ubijają kapustę w glinianym cedrze. Niech wezmą wsparcie, niech kupią tłuczki, niech kupią cedry, niech polska wieś się rozwija i unowocześnia. Amen.