Metanowa ściema

Metanowa ściema – tak w skrócie można by nazwać politykę klimatyczną UE wobec hodowli bydła. Problemem nie jest to, że krowa, podobnie jak człowiek i inne zwierzęta, oddychając, emituje CO₂. To CO₂ biogeniczny, czyli pochodzący z węgla, który wcześniej został związany przez organizmy żywe. Wskutek tego jego ilość w atmosferze nie narasta i nie wpływa on na wzrost efektu cieplarnianego. UE się go nie czepia.

Problem polega na tym, że przeżuwacze, czyli m.in. krowy, trawią pożywienie w procesie fermentacji jelitowej. W tym procesie mikroorganizmy w żwaczu rozkładają celulozę i inne składniki roślinne, a produktem ubocznym jest metan, czyli CH₄. Ten metan krowa wydala głównie przez odbijanie. Krowa mleczna o średniej europejskiej wydajności w okolicach 8000 l rocznie potrafi go z siebie „wybekać” około 118 kg rocznie.

Problem w tym, że metan to silny gaz cieplarniany. Jego potencjał jest kilkadziesiąt razy większy niż potencjał tej samej ilości CO₂. Według IPCC (patrz przypis) w horyzoncie 20 lat wskaźnik dla metanu wynosi 80,8, a w horyzoncie 100 lat, najczęściej branym pod uwagę w metodologii, 27,2. Ten drugi wskaźnik bierzemy też pod uwagę przy przedstawianiu dalszych danych. Oznacza to, że standardowa europejska krowa mleczna emituje taką ilość metanu, której ekwiwalent CO₂ wynosi rocznie 3,2 tony. Pozostałe sztuki bydła, ze względu na młody wiek lub mniej intensywne użytkowanie, „wybekają” go z siebie trochę mniej.

Pogłowie bydła w UE według danych Eurostatu w 2024 r. wyniosło 72 mln sztuk, w tym 19,2 mln krów mlecznych. Przyjmując, że europejska krowa mleczna „wybeka” z siebie 118 kg CH₄ rocznie, a pozostałe sztuki średnio 55 kg, po przeliczeniu na ekwiwalent CO₂ otrzymujemy ponad 140 mln ton rocznej emisji. To tyle, co 12 elektrowni o mocy 2 GW na węgiel brunatny, takich jak Turów. Jeżeli weźmiemy pod uwagę, że pogłowie bydła na świecie jest około 20 razy większe niż w UE, wyjdą nam tak niebotyczne ilości emisyjne, że zer nie starczy.

Brzmi to iście „klimastroficznie” — i tyle usłyszycie od organizacji ekologicznych, instytucji oraz z oficjalnej unijnej narracji. Ale to tylko pół prawdy. Czyli tak zwana… wiecie co.

Krowa nie żre węgla, nie popija ropą i nie oddycha gazem ziemnym. Węgiel produkowany przez krowę — czy to w formie CO₂, czy CH₄ — to węgiel biogeniczny, zakumulowany w roślinach z atmosfery. Metan z kolei jest silnym gazem cieplarnianym, ale rozkłada się w atmosferze w okresie około 12 lat na CO₂ i wodę. Po tym rozkładzie ilość samego CO₂ w obiegu nie narasta. Jeżeli zatem emisja metanu z hodowli bydła jest w dłuższym okresie stała, ilość metanu w atmosferze również pozostaje stała. Nie mamy więc tu do czynienia z kumulacją gazu cieplarnianego analogiczną do tej, jaką powoduje stałe spalanie węgla, ropy czy gazu. Stała emisja metanu biogenicznego utrzymuje określony poziom oddziaływania cieplnego, ale nie dokłada rok po roku nowej warstwy węgla do atmosfery tak jak kopalny CO₂. Z kolei gdyby ilość emisji zmniejszała się w dłuższym okresie, moglibyśmy mówić o pozytywnym wpływie hodowli bydła na obniżenie obciążenia klimatycznego, bo ilość tego gazu cieplarnianego spadłaby, a ilość CO₂ w obiegu by się nie zmieniła.

Jak więc wyglądała emisja metanu na obszarze krajów wchodzących aktualnie w skład UE? Według danych Eurostatu w 1975 r. na tym obszarze było 104 mln sztuk bydła, w 1990 r. pogłowie zmniejszyło się do 98 mln, a w 2024 r. wynosiło już tylko 72 mln sztuk. Krów mlecznych było odpowiednio 35 mln, 30 mln i 19,2 mln sztuk. Średnia produkcja mleka wynosiła odpowiednio 3943, 5140 i 8079 litrów na krowę, a produkcja mięsa — 7,4 mln, 8,2 mln oraz 6,6 mln ton. Przyjmując, że emisja metanu na sztukę zwierzęcia rosła wraz z wydajnością, i zakładając, że dla krowy mlecznej wynosiła odpowiednio 93, 100 i 118 kg rocznie, a dla pozostałych sztuk przez cały okres kształtowała się na poziomie 55 kg rocznie, otrzymujemy następujące wielkości emisji CH₄ dla poszczególnych lat: 7,05 mln, 6,74 mln oraz 5,17 mln ton rocznie. Po przeliczeniu na ekwiwalent CO₂ daje to odpowiednio 191,76 mln, 183,33 mln oraz 140,65 mln ton rocznie. Ponadto, jeśli przeliczymy ekwiwalent CO₂ na 1 litr mleka wyprodukowanego na tym obszarze, uzyskamy odpowiednio 0,642, 0,529 oraz 0,397 kg CO₂e. W przypadku produkcji mięsnej ekwiwalent CO₂ na 1 kg mięsa spada z 13,95 kg w 1975 r. do 11,96 kg w 2024 r.

Emisja metanu z hodowli bydła na obszarze UE istotnie się zatem zmniejszyła: o 26,6% w stosunku do 1975 r. i o 23,3% w stosunku do 1990 r. Nie można więc uczciwie twierdzić, że emisja CH₄ z hodowli krów na obszarze UE napędzała wzrost efektu cieplarnianego. W porównaniu z 1990 r. sektor ten zmniejszył swoje obciążenie klimatyczne wyrażone w CO₂e. Innymi słowy: unijna hodowla bydła nie zwiększyła problemu metanowego — ona go, w swoim zakresie, ograniczyła. Z tego źródła trafia dziś do atmosfery istotnie mniejszy strumień metanu niż wcześniej. Można powiedzieć, że licząc od 1990 r., hodowla bydła obniżyła ilość CO₂e o ponad 42 mln ton, czyli o równowartość emisji czterech elektrowni Turów, i to przy jednoczesnym zwiększeniu ogólnej produkcji mleka do 155,3 mln ton, czyli o 12,5% w stosunku do 1975 r.

Skąd więc ta nagonka na hodowlę bydła prowadzona przez instytucje UE i organizacje ekologiczne?

Cele klimatyczne UE obejmują wszystkie antropogeniczne gazy cieplarniane, czyli poza CO₂ z paliw kopalnych także biogeniczny CH₄ z hodowli, N₂O z rolnictwa (o nim w kolejnym artykule), CO₂ z gruntów, np. osuszonych torfowisk i mokradeł, oraz gazy fluorowane. Cele te dotyczą redukcji wszystkich tych typów gazów w stosunku do emisji z 1990 r.: o 55% do 2030 r., o 90% do 2040 r. i o 100% do 2050 r. Dla CO₂ z paliw kopalnych redukcja ta może być jeszcze zrozumiała; pozostałe gazy odłóżmy tu na bok. W wypadku biogenicznego CH₄ dochodzimy już jednak do totalnego absurdu.

W myśl polityki klimatycznej UE redukcja poziomu emisji biogenicznego CH₄ oznacza fizyczne zmniejszenie ilości emisji, która w 1990 r. wynosiła 183,33 mln ton liczonych w ekwiwalencie CO₂. Oznacza to, że w 2030 r. emisja ta nie powinna być większa niż 82,49 mln ton, w 2040 r. — 18,3 mln ton, a w 2050 r. powinna wynieść zero. Jednak w odniesieniu do biogenicznego metanu zeroemisyjność oznacza kompletnie co innego niż w przypadku węgla z paliw kopalnych. W tym przypadku przestaniemy po prostu dokładać CO₂ do atmosfery — i jest to ze wszech miar chwalebne. W wypadku węgla biogenicznego rzecz wygląda zupełnie inaczej: redukując emisję metanu z hodowli bydła do zera, pomniejszamy o 183,33 mln ton ilość CO₂ w atmosferze liczonego w jego ekwiwalencie. Nie mamy tu zatem do czynienia z zeroemisyjnością, tylko z ogromną redukcją obciążenia klimatycznego.

Naturalnych procesów fermentacji jelitowej we wnętrznościach przeżuwaczy nie da się powstrzymać. Jeżeli jest krowa, to jest i emisja metanu. Jak zatem rozumieć w tym kontekście obecne brzmienie celów klimatycznych UE w odniesieniu do hodowli bydła — w znaczeniu dosłownym? Są tylko dwie drogi.

Pierwsza droga to fizyczne ograniczenie hodowli bydła na obszarze UE do zera do 2050 r. Pytanie jednak, czy Europejczycy przestaną do tego momentu jeść steki, pić mleko i jeść przetwory mleczne. Nie. Będziemy musieli zatem te produkty importować, przenosząc produkcję poza obszar UE — w miejsca, gdzie produktywność jest mniejsza, obostrzeń nie ma albo są dużo słabsze, a zatem i emisje są o wiele większe. Globalnie klimatu nam to zatem nie poprawi, a wręcz go pogorszy.

Druga droga jest jeszcze śmieszniejsza, bo niewątpliwie w toku tych rozważań poruszamy się już od dawna w głębokich obszarach absurdu i groteski. Polityka klimatyczna UE mówi o celach redukcji gazów cieplarnianych w ujęciu netto. Oznacza to, że jeżeli jeden sektor gospodarki musi pozostać emitentem, tak jak na przykład hodowla bydła, a drugi sektor jest w stanie nie tyle być zeroemisyjny, co zredukować ilość CO₂ w atmosferze, i wielkości te się równoważą, to w skali całej UE dalej mówimy o utrzymaniu celu zeroemisyjności. Takie podejście oznacza, że przy zachowaniu obecnej emisyjności sektora hodowli bydła i założeniu, że będzie ona stała, dla zachowania zeroemisyjności należałoby rokrocznie pochłaniać z atmosfery 140 mln ton CO₂. To oznacza, że w każdym roku z atmosfery znikałoby 140 mln ton fizycznego CO₂, a my nie mówilibyśmy o redukcji ilości CO₂, tylko wciąż o zeroemisyjności… i tak np. przez 100 lat.

W istocie UE powinna już dawno płacić hodowcom bydła za to, że pomniejszyli emisję metanu do atmosfery o ponad 40 mln ton CO₂ liczonych w jego ekwiwalencie. Dokonali redukcji, która realnie obniżyła obciążenie klimatyczne tego sektora, realizując podstawowe założenie polityki klimatycznej UE. Powinno się im płacić za każde kolejne pomniejszenie emisji przy zachowaniu stałej skali ich działalności, bo wychwytywanie CO₂ słono kosztuje. Nie jest to oczywiście fizyczne wychwytywanie CO₂ rurą z komina ani technologią DAC. Jest to jednak realna redukcja obciążenia klimatycznego wyrażonego w CO₂e. Jeśli tona CO₂e jest realna wtedy, gdy trzeba kogoś obciążyć kosztem, to powinna być równie realna wtedy, gdy ktoś tę tonę redukuje.

Dlaczego więc UE mówi to, co mówi? Dlaczego część organizacji ekologicznych pokazuje tylko tę część prawdy, która pasuje do tezy o „metanowej winie krów”? Przecież wielu autorów tej narracji doskonale rozumie różnicę między kopalnym CO₂ a biogenicznym CH₄. Problem w tym, że ta różnica psuje prostą opowieść. A prosta opowieść jest wygodna: łatwiej nią zarządzać emocjami, regulacjami i pieniędzmi.

Pytanie nie brzmi więc, czy krowa emituje metan. Oczywiście, że emituje. Pytanie brzmi, dlaczego w unijnej debacie tak często udaje się, że metan z przeżuwacza i CO₂ z komina elektrowni to w gruncie rzeczy to samo zjawisko, tylko opisane inną liczbą.

P.S.

Tekst ten dotyczy przede wszystkim metanu z fermentacji jelitowej bydła. Nie zamyka całego bilansu klimatycznego rolnictwa. Osobnym tematem są emisje z gnojowicy i obornika, podtlenek azotu z nawożenia, emisje związane z produkcją pasz, energią, użytkowaniem gruntów czy osuszonymi torfowiskami. Tym zajmiemy się w kolejnym artykule — tym razem dotyczącym podtlenku azotu, czyli N₂O. Nie mylić z NO₂, czyli dwutlenkiem azotu. N₂O to drugi po CH₄ z najważniejszych gazów cieplarnianych związanych z produkcją rolniczą i nawożeniem. I tam dopiero zaczyna się kolejny rozdział tej historii.

* IPCC to Intergovernmental Panel on Climate Change, po polsku najczęściej: Międzyrządowy Zespół do spraw Zmian Klimatu.

To organ działający przy ONZ, utworzony w 1988 r. przez Światową Organizację Meteorologiczną i Program Narodów Zjednoczonych ds. Środowiska. Jego zadaniem nie jest prowadzenie własnych badań, tylko ocena i syntetyzowanie aktualnej wiedzy naukowej o zmianach klimatu.

IPCC przygotowuje m.in.:

• raporty oceniające stan wiedzy o klimacie,

• scenariusze emisji i zmian temperatury,

• metodologie liczenia emisji gazów cieplarnianych,

• wytyczne dla państw do krajowych inwentaryzacji emisji.

IPCC dostarcza współczynniki przeliczeniowe gazów cieplarnianych, np. ile razy metan działa silniej niż CO₂ w horyzoncie 20 lub 100 lat.

IPCC publikuje również metodyki liczenia emisji rolniczych, np. emisji metanu z fermentacji jelitowej bydła, emisji z nawozów naturalnych, gleb, torfowisk czy użytkowania gruntów.

#MetanowaŚciema#PolskieRolnictwo#Rolnicy#ProtestyRolnicze#WPR#DopłatyBezpośrednie#GospodarstwaProdukcyjne#BezpieczeństwoŻywnościowe