To mantra polskich urzędników wysokiego szczebla. „Unia nie pozwala”, „Takie jest prawo UE” i po temacie. Najprostsza i najszybsza metoda na zatrzaśnięcie drzwi z hukiem przed zgłaszającym problem obywatelem bez możliwości ich ponownego otwarcia.
I gdyby jeszcze to urzędnicze zrzucanie winy na Brukselę było zgodne ze stanem faktycznym, to pół biedy. Przeważnie jest to jednak zwykła, urzędnicza mantra – wykręt, żeby nic nie zrobić. Całe zło tkwi najczęściej tylko w polskim prawie, które odnosi się co prawda do unijnego, ale wcale nie musi być tak sformułowane, jak to się komuś, kiedyś akurat zapisało.
Jeżeli polski obywatel, ufający wciąż państwu polskiemu, zetknie się z jakimś problemem na tyle mocno, że zdecyduje się poświęcić swój czas i energię, żeby go nagłośnić i usłyszy na finał: „Takie są nakazy Brukseli”, to co sobie pomyśli? „Ta Unia jest głupia!” „Po cholerę nam taka Unia!?”
Czy faktycznie jest tak ciężko zrozumieć tą prostą logikę rozumowania? Że każda odpowiedź w tym stylu buduje niechęć społeczną do bycia w europejskiej wspólnocie. Że jest kolejnym kamieniem do tego szańca, jaki stawia się w polskim społeczeństwie, żeby z kleszczy tej „złej Unii” nas wyrwać?
Totalnie karygodne jest w związku z tym, jeżeli Minister Stefan Krajewski, szef Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi, pochodzący z partii i rządu, które nie mają przecież wypisanego na swych sztandarach hasła polexitu, stosuje taktykę „na Brukselę”, odpowiadając na ważki problem zgłaszany przez Krajowa Rada Izb Rolniczych. Mówimy tutaj o odpowiedzi ministra, jakiej udzielił na wystąpienie Zarządu KRiR, w sprawie kar nakładanych na rolników realizujących ekoschemat „Opracowanie i przestrzeganie planu nawożenia” za przekroczenie dawek fosforu, potasu i magnezu.
W odpowiedzi tej minister pod koniec swojego pisma twierdzi, że kary te muszą być nakładane, bo zgodnie z „art. 59 Rozporządzenia Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2021/2116 z dnia 2 grudnia 2021 r. (2) państwa członkowskie są zobowiązane do wprowadzenia środków zapewniających ochronę interesów finansowych Unii Europejskiej.” Ten artykuł nie wskazuje jednak za jakie przewinienia jaki rodzaj kar trzeba konkretnie nakładać. W dalszej części brzmienia artykuł jedynie obliguje do „stosowania skutecznych, proporcjonalnych i odstraszających kar”.
W ramach ekoschematu „Opracowanie i przestrzeganie planu nawożenia” rolnik zobowiązuje się do przygotowania planu nawożenia na podstawie wykonanych badań chemicznej analizy gleby w odniesieniu do jej zasobności w P, K i Mg oraz w oparciu o wskaźnik pH. Rolnik ma stosować ten plan, dostosowując ilości podawanych składników nawozowych do rzeczywistych potrzeb nawozowych roślin.
W swoim założeniu stosowanie tej praktyki ma zoptymalizować efektywność gospodarstw i zapobiec przenawożaniu roślin w celu ograniczenia negatywnego wpływu tych zabiegów agrotechnicznych na środowisko. Plan nawożenia w swej istocie ma przede wszystkim charakter narzędzia informacyjnego i planistycznego. Ma służyć rolnikowi do ustalenia ilości składników pokarmowych potrzebnych do uzyskania oczekiwanego efektu plonotwórczego w konkretnej uprawie. To, jakie dawki nawozu zostaną w planie zalecone, zależy tylko od tego, jaki on sobie ten oczekiwany plon wymyśli. Z tego narzędzia planistycznego i pomocniczego uczyniono jednak pułapkę formalną na rolnika, gdzie nawet drobne przekroczenie na jakimkolwiek ze składników, choćby na najmniejszej działce, skutkuje najdalej idącymi sankcjami administracyjnymi – niezależnie od rzeczywistego wpływu przekroczenia na środowisko, zgodności z prawem oraz racjonalności agronomicznej.
Niewielkie przekroczenie dawki magnezu, potasu czy nawet fosforu na danej działce nie ma żadnego negatywnego wpływu na środowisko. Ponadto, biorąc pod uwagę dostępne nawozy sztuczne i nawozy naturalne, ciężko się czasem wstrzelić dokładnie w wielkości dawek wskazanych w planie. Problem pojawia się zwłaszcza w wypadku nawozów naturalnych, których użycie przecież powinno być przez polskie państwo promowane. Wiadome też jest, że zbyt mała dawka jednego ze składników pokarmowych może wpłynąć negatywnie na działanie pozostałych składników podanych już w dawce właściwej. Wskutek tego założony efekt plonotwórczy nie zostanie osiągnięty. Pieniądze zostaną wyrzucone w błoto. Środowisko zostanie potraktowane niepotrzebną dawką nawozów, które odpowiednio nie zadziałały.
Jaki jest skutek finalny? Przecież Polak, a zwłaszcza polski rolnik, jest nauczony sobie radzić z absurdami biurokracji. Przygotuje więc ewidencję zabiegów dla picu albo plan na takim plonie, którego w życiu nie będzie chciał osiągnąć. W papierach wszystko się będzie zgadzać. Tylko, że te papiery to psu na budę. Tylko po to, żeby kasę wyciągnąć z głupiej Unii, którą to właśnie osobiście Pan Minister Stefan Krajewski wskazał jako winowajcę. To przez nią polski rolnik musi tworzyć absurdalną, oderwaną od rzeczywistości dokumentację już tylko po to, żeby wyszarpać z niej kasę. Cel ekoschematu, w postaci poprawy efektywności ekonomicznej gospodarstw i ograniczenia negatywnego wpływu na środowisko zabiegów nawożenia, leży za to w krzakach i kwiczy.
Panie Ministrze, co to są „skuteczne, proporcjonalne i odstraszające kary” w odniesieniu do ekoschematu „Opracowanie i przestrzeganie planu nawożenia” zinterpretowane jest wyłącznie w polskim prawie i to nawet nie na poziomie ustawy tylko rozporządzenia, które wydał Pański poprzednik w dniu 13 marca 2023 roku.
W myśl tego rozporządzenia, mimo że jest to zobowiązanie do prowadzenia i przestrzegania planu nawożenia:
można bez konsekwencji nie prowadzić nawożenia w ogóle!
Z niewielkimi konsekwencjami można nie mieć aktualnych badań chemicznej analizy gleby!
Plan nawozowy może nie określać dawek dla poszczególnych składników pokarmowych roślin!
Może nawet w szczegółowych przypadkach nie obejmować do 50% użytkowanej powierzchni!
Jednakże, jeśli tylko według ewidencji zabiegów na jakiejś jednej, małej działeczce zostanie przekroczona zalecana dawka któregokolwiek ze składników nawet o 10 deko, to już ucina się 70% płatności!
Twierdzi Pan, Panie Ministrze, że jest tak, bo tego żąda od nas Bruksela! Nie! Jest tak, bo tego żąda od rolników Pan osobiście, bo to Pan zarządza ministerstwem odpowiedzialnym za brzmienie tego rozporządzenia.
To Pan może w przeciągu paru tygodni je zmienić. Być może w przeciągu paru miesięcy, jeśli będzie potrzebna jeszcze zmiana treści punktu I 4.2 Planu Strategicznego, który również jest dokumentem krajowym. (Dla ułatwienia szybko podpowiadamy: w opisie punktu dotyczącym ekoschematu „Opracowanie i przestrzeganie planu nawożenia” w drugim akapicie przed słowami „przekraczających potrzeby nawozowe roślin” wystarczy dodać tylko słówko „istotnie”.) Niech Pan nam uwierzy, że Bruksela nie będzie miała żadnego kłopotu z zaakceptowaniem tej zmiany.
Prosimy więc Panie Ministrze o jak najszybsze rozwiązanie problemu wskazywanego przez KRiR tak, aby narzucane wymogi były zgodny z dobrą praktyką rolniczą. Plan nawożenia ma swój sens agronomiczny dla rolnika i musi być on zachowany. Ten dokument nie może być tylko kolejnym „papierem” dla wyciągnięcia unijnych pieniędzy.
Na koniec jeszcze kilka słów o genezie tego problemu. Jego źródło jest w PROW 2014 – 2020, a dokładnie w dobrowolnym zobowiązaniu się beneficjentów poddziałania 6.1 „Premie dla młodych rolników” do opracowania i stosowania planu nawożenia. To właśnie tam i wtedy ktoś wymyślił takie rygorystyczne i formalistyczne podejście do tego problemu bez uwzględnienia praktycznych celów dla opracowywania tego typu dokumentacji oraz uwarunkowań agrotechnicznych. Młodzi rolnicy z nielicznymi wyjątkami karnie zastosowali się do biurokratycznych wymogów i tworzyli „papier”, który często niewiele miał wspólnego z rzeczywistością – dokument, który już nie miał żadnego sensu planistycznego, a służył jedynie temu, by utrzymać punkty i dostać kasę z UE bądź jej nie zwracać. Rolnicy byli zadowoleni, że głupią Unię zrobili na papier, a urzędnicy, że tak to świetnie wymyślili.
Do tych wspomnianych nielicznych wyjątków, co najczęściej z racji braku informacji ze strony ARiMR o zasadach weryfikacji wymogu, nie podporządkowali się biurokratycznej machinie oraz do tych, którym po latach na kontroli wyszło, że jednak źle popracowali na kalkulatorze, niebawem powrócimy.
