Na dzisiaj w samym Noworosyjsku wyłączonych jest około 26 mln ton rocznych zdolności przeładunkowych zboża. W wyniku ukraińskich ataków uszkodzone i praktycznie wyłączone z użytkowania zostały dwa główne terminale zbożowe: NZT o zdolności około 8,5 mln ton rocznie oraz NKHP – około 7,1 mln ton. Operacje zawiesił również KSK o zdolności około 10,5 mln ton rocznie. Ponadto uszkodzony i wyłączony z użytkowania jest głębokowodny terminal w czarnomorskiej Tamanii o przepustowości około 5 mln ton rocznie. To łącznie daje około 31 mln ton rocznych zdolności przeładunkowych.
Jeszcze przed początkiem lipcowej eskalacji rynek zakładał, że Rosja w sezonie 2026/27 pozostanie zdecydowanie największym dostawcą pszenicy na świecie, utrzymując swoją podaż na poziomie zbliżonym do poprzedniego sezonu, i wyeksportuje około 46–47 mln ton. Oznaczało to ponad jedną piątą pszenicy znajdującej się w światowym handlu.
Dla Rosji pszenica to nie tylko żywność, to również broń, tak samo jak gaz. Po napaści na Ukrainę nie wykorzystywała swojej podażowej przewagi rynkowo, tylko geopolitycznie. W ostatnim sezonie, dzięki cenom praktycznie poniżej kosztów produkcji w UE i krajach Zachodu, mogła dzierżyć sztandar tego państwa, które nawet w trakcie wojny zapewnia światu tanią żywność. Tą bronią zdobywała i utrzymywała udział w kluczowych rynkach Afryki Północnej, Bliskiego Wschodu i Azji oraz wzmacniała swoje relacje z państwami zależnymi od importu żywności. Tą bronią osłabiała jednocześnie ekonomicznie sektor rolny swoich zachodnich konkurentów i budowała negatywne nastroje społeczne, zwłaszcza wśród rolników. Udało jej się wręcz doprowadzić do szerokiego przekonania, że za bieżące problemy w polskim rolnictwie odpowiada Ukraina i sami Ukraińcy.
W lipcu i sierpniu Ukraina zaczęła uderzać właśnie w tę zbożową broń, rozpoczynając kolejną fazę konfliktu – wojnę zbożową na Morzu Czarnym. Oczywiście Rosja odpowiedziała i nadal odpowiada atakami odwetowymi. W efekcie wzajemnej eskalacji poważnie ograniczone zostały główne kanały dostaw dwóch czołowych eksporterów pszenicy na świecie. To właśnie stanowi zasadniczą różnicę w stosunku do podobnej sytuacji z 2022 roku – tym razem ograniczona jest także Rosja.
NAJPIERW HOSSA, A ZARAZ JESZCZE GŁĘBSZY ZJAZD?
Pszenica na MATIF wróciła do poziomów, które przed lipcową eskalacją ostatnio widzieliśmy wiosną 2024 roku, a jej cena ciągnie również notowania pozostałych zbóż. Ceny kukurydzy osiągają poziomy z wiosny 2023 roku i żyją już trochę swoim życiem. Wszystko to dzieje się pod koniec żniw, po zaledwie kilku tygodniach poważnych zakłóceń rosyjskiego i ukraińskiego eksportu przez Morze Czarne.
Wraz ze wzrostem tych cen rośnie również obawa o to, kiedy po tej nieoczekiwanej hossie nastąpi równie szybki, a może jeszcze głębszy zjazd.
Największe ryzyko dla europejskiego rolnika pojawia się w przypadku relatywnie krótkiego ograniczenia rosyjskiego eksportu. Jeśli przez kilka miesięcy ziarno będzie gromadziło się w Rosji, ceny wewnętrzne spadną. Część importerów może w tym czasie ograniczać lub odkładać zakupy, korzystając z własnych zapasów, a część przeniesie popyt na inne kierunki. Jeśli następnie Noworosyjsk, Tamań i system azowski szybko odzyskają pełną przepustowość, rosyjscy eksporterzy mogą spróbować w krótkim czasie wyprowadzić dużą ilość nagromadzonego i taniego surowca. Taki układ – duży zapas, niskie ceny wewnętrzne, ponownie tania logistyka czarnomorska i pełna przepustowość – może oznaczać silną presję na światowe ceny i gwałtowną korektę MATIF.
Im dłużej jednak ograniczenie będzie trwało, tym sytuacja staje się bardziej złożona. W wariancie długotrwałego konfliktu ponowne otwarcie Morza Czarnego zapewne wywołałoby silną korektę cen, ale nie musi oznaczać powrotu do dawnych minimów. Po kilkunastu miesiącach ograniczonego eksportu świat zdążyłby wykorzystać część zapasów pozostałych eksporterów, a rosyjska i ukraińska infrastruktura portowa byłaby prawdopodobnie na tyle uszkodzona, że powrót pełnych wolumenów trwałby miesiącami. Równocześnie armatorzy i ubezpieczyciele nie musieliby od razu wrócić do stawek sprzed konfliktu.
Istotna byłaby również sytuacja importerów. Przez kilkanaście miesięcy kraje zależne od dostaw z Morza Czarnego musiałyby kupować więcej z UE, Australii, Kanady, Argentyny czy USA. Część z nich ograniczałaby zapasy lub odkładała zakupy. Po otwarciu Morza Czarnego na rynek wracałaby więc nie tylko podaż, ale również odłożony popyt i potrzeba odbudowy rezerw.
Rosja nie odzyskałaby też automatycznie całego utraconego rynku. W międzyczasie importerzy zawarliby kontrakty z innymi dostawcami i przebudowali część logistyki. Dlatego bardziej prawdopodobna byłaby silna korekta po ogłoszeniu normalizacji żeglugi, a następnie stabilizacja na poziomie wyższym niż przed kryzysem.
ALTERNATYWNE KANAŁY EKSPORTU ROSJI
Kilkanaście miesięcy ograniczeń dałoby Rosji czas na rozwój alternatywnych kanałów eksportowych. W basenie Morza Bałtyckiego Rosja ma duży i dotąd słabo wykorzystywany potencjał. Pozostałe możliwości są mniejsze. Bezpośredni eksport kolejowy kierowany jest przede wszystkim do Azji Centralnej, na Kaukaz i częściowo do Chin. Korytarz kaspijski, prowadzący głównie w stronę Iranu, może obsługiwać kilka milionów ton. Daleki Wschód ma obecnie jeszcze mniejsze znaczenie.
Najpoważniejszą alternatywę dla Rosji stanowią porty bałtyckie, przede wszystkim Wysock o zdolności około 4 mln ton rocznie i Ust-Ługa, gdzie kompleks LUGAPORT ma docelową przepustowość około 7 mln ton. Łącznie daje to około 11 mln ton rocznych zdolności. W Wysocku powstaje też nowy terminal o przepustowości około 4 mln ton, z planowanym oddaniem do użytkowania pod koniec tego roku. W pierwszej połowie 2026 r. wszystkie rosyjskie porty bałtyckie wyeksportowały około 1,2 mln ton zbóż. Rosja posiada więc na Bałtyku znaczącą niewykorzystaną rezerwę i już podejmuje działania mające skierować większe ilości zboża do tamtejszych portów.
Przekierowanie ziarna na Bałtyk oznacza jednak zwiększenie wykorzystania kolei, dłuższe przewozy z głównych regionów produkcyjnych i większe zapotrzebowanie na wagony, lokomotywy oraz przepustowość infrastruktury. Jeszcze większa różnica pojawia się po załadowaniu statku. Główni odbiorcy rosyjskiej pszenicy znajdują się w Afryce Północnej i na Bliskim Wschodzie. Z Noworosyjska są relatywnie blisko. Z Bałtyku statek musi pokonać znacznie dłuższą trasę.
Dobrze pokazuje to jedna z sierpniowych transakcji. Pszenica oferowana z Wysocka kosztowała około 255 USD za tonę FOB, a fracht do Egiptu około 48 USD. Już na tym etapie otrzymujemy ponad 300 USD za tonę przed uwzględnieniem pozostałych kosztów.
Przy długotrwałym konflikcie potencjalny nawis podażowy po ponownym otwarciu Morza Czarnego mógłby więc być znacznie mniejszy niż wynikałoby z prostego porównania wcześniejszej przepustowości południowych portów z eksportem zrealizowanym drogą przez Morze Czarne podczas ich ograniczenia.
„TRANZYT GŁUPCZE!”
Umożliwienie Ukrainie wywozu produkcji alternatywnymi korytarzami daje jej przestrzeń do dalszego nacisku na rosyjską logistykę morską. Efektem jest ograniczenie rosyjskiego eksportu albo wymuszenie jego przekierowania na znacznie droższe trasy. W obu przypadkach osłabiona zostaje przewaga, która przez ostatnie lata pozwalała Rosji dostarczać ogromne ilości taniej pszenicy i w ten sposób dociskać ceny na rynku światowym.
Ukraina na ten moment mechanizm ten powstrzymuje. Dlatego interes europejskiego rolnika nie polega na tym, aby zatrzymać ukraińskie zboże w Ukrainie. Jest dokładnie odwrotny. Racjonalnie zorganizowany i kontrolowany tranzyt ukraińskich produktów do państw trzecich może pomagać Ukrainie utrzymywać presję na rosyjski system eksportowy, a tym samym usuwać z rynku część taniej rosyjskiej podaży lub podnosić koszt jej dostarczenia, co jest korzystne również dla polskiego rolnika.
Zapamiętajmy zatem: wcale nie chodzi o to, ile rosyjskiej czy ukraińskiej pszenicy z tych krajów nie wyjedzie. Ważniejsze jest to, ile rosyjskiej i ukraińskiej pszenicy wyjedzie na światowy rynek znacznie droższą drogą. Dla ceny europejskiego zboża ta różnica może mieć większe znaczenie, niż wynikałoby z samego liczenia ton przejeżdżających przez polską granicę. Im dłużej utrzyma się skuteczna presja na rosyjskie kanały eksportowe, przy jednoczesnym zachowaniu możliwości wywozu ukraińskiej produkcji do państw trzecich, tym dłużej osłabiony będzie jeden z najważniejszych mechanizmów dociskających światowe ceny zbóż.
