NIE WYRZUCAJMY IPR W BŁOTO

Nie wyrzucajmy IPR w błoto. Państwo przez kilka lat przeznaczało ogromne publiczne pieniądze na wsparcie tego systemu, a jego efekty przerosły oczekiwania. Tylko w 2025 roku wydano 32,5 tys. certyfikatów IPR, obejmujących ponad 555 tys. ha upraw i ponad 9 mln ton certyfikowanego plonu. Mamy więc ogromną bazę certyfikowanego polskiego surowca i rolników, którzy nauczyli się funkcjonować w tym systemie. Usunięcie teraz upraw rolniczych z ekoschematu IPR oznaczałoby zwyczajnie zrobienie idiotów nie tylko z rolników, ale i z podatników. Przekonanie rolników później do jakiegoś nowego systemu jakości będzie graniczyło z cudem. Nasza walka o IPR jest zatem także walką o wiarę – wiarę rolników w to, że ich pracę i polską żywność można realnie wyróżnić na krajowym rynku.

Ekoschemat IPR nie jest prezentem dla rolnika. Produkcja w systemie jakości żywności Integrowana Produkcja Roślin wiąże się z dodatkowymi wymaganiami i kosztami wynikającymi z realizacji jego funkcji środowiskowo-klimatycznej. Osiągnięcie tego celu jest podstawowym zadaniem płatności w ramach ekoschematu IPR – ma ona te dodatkowe obciążenia rekompensować. Jednak dziś jesteśmy w momencie, w którym możemy zrobić z tym, co już osiągnęliśmy, znacznie więcej. Mamy certyfikowaną pszenicę, rzepak, buraki i inne surowce. Zamiast pozwolić, aby po sprzedaży znikały w masie towaru konwencjonalnego, możemy wykorzystać je do budowania rynku polskiej żywności IPR.

Rozwinięcie systemu IPR o przetwórstwo będzie oznaczać dla rolnika dodatkowy kanał zbytu i szansę, że jego produkt przestanie być wyłącznie anonimową toną surowca wycenianą według zwykłego cennika. Dla krajowego przetwórstwa będzie to z kolei możliwość budowania produktów opartych na polskim, certyfikowanym surowcu. Dla konsumenta – możliwość kupienia żywności, za którą stoi polski system jakości i polski rolnik. To wartość, którą dopiero możemy zacząć budować na bazie tego, co już osiągnęliśmy.

UTRZYMAĆ PRODUKCJĘ TO JEDNO. SKIEROWAĆ JĄ DO ŻYWNOŚCI – DRUGIE

Samo pozostawienie obecnego ekoschematu nie rozwiąże jednak wszystkiego. Certyfikowany surowiec IPR nie jest zarezerwowany dla przetwórstwa spożywczego. Pszenica może trafić do młyna, ale może też pojechać na paszę albo eksport. Rzepak może zostać wykorzystany do produkcji żywności, ale o ten sam towar konkuruje sektor biopaliwowy. Rolnik sprzeda tam, gdzie będzie miał najlepsze warunki.

Jeżeli więc państwo rzeczywiście chce aktywnie rozwijać przetwórstwo spożywcze w ramach IPR, warto rozważyć drugi mechanizm – dodatkową płatność dla tej części certyfikowanej produkcji, która faktycznie trafi do przetwórcy działającego w rozszerzonym systemie IPR. Zadaniem tej płatności byłoby realne ukierunkowanie części towaru tam, gdzie może zostać wykorzystany do stworzenia produktu spożywczego w ramach systemu jakości IPR rozszerzonego o przetwórstwo.

Ma to znaczenie również dla samych przetwórców. Ci, którzy wejdą do systemu jako pierwsi, będą musieli ponieść koszty jego wdrożenia, certyfikacji i organizacji produkcji. Przede wszystkim jednak będą musieli wydać własne pieniądze na promocję nowych produktów i nauczenie konsumenta, czym właściwie jest IPR na sklepowej półce. Jeżeli dodatkowo od pierwszego dnia mieliby przebijać eksport, paszarnie czy sektor biopaliwowy premią za certyfikowany surowiec, wielu z nich może po prostu uznać, że nie warto podejmować tego ryzyka.

Dodatkowa korzyść dla rolnika zmienia tę sytuację. Rolnik będzie miał ekonomiczny powód, żeby sprzedać surowiec właśnie do łańcucha IPR, nawet jeśli sam przetwórca na początku będzie płacił za niego cenę zbliżoną do ceny produktu konwencjonalnego. Zakład może natomiast przeznaczyć swoje środki na wdrożenie systemu, rozwój produktu, a przede wszystkim jego promocję. Wsparcie trafia do rolnika, ale pomaga uruchomić cały łańcuch.

NAJPIERW ROZPĘDZIĆ, PÓŹNIEJ NIECH PŁACI RYNEK

Docelowo nie chodzi o zbudowanie kolejnego rynku utrzymywanego bez końca dopłatami. Jeżeli produkty IPR zdobędą rozpoznawalność, zaufanie konsumentów i własną premię jakościową, coraz większą część wartości zacznie tworzyć sam rynek. Przetwórca, który dzięki jakości i pochodzeniu sprzeda produkt drożej, będzie mógł zapłacić więcej za certyfikowany surowiec. Wtedy także rolnik zacznie zarabiać na IPR nie tylko poprzez ekoschemat, ale również poprzez cenę.

Najpierw jednak nie możemy zniszczyć fundamentu. Mamy rolników, mamy system i mamy surowiec. Zamiast usuwać wsparcie dla upraw rolniczych i marnować to, co już zostało zbudowane, powinniśmy wykorzystać ten kapitał do stworzenia rynku polskiej żywności IPR. Utrzymanie obecnego ekoschematu zabezpiecza produkcję. Dodatkowe ukierunkowanie części wsparcia może rozpędzić przetwórstwo. A później coraz więcej powinien robić rynek.

To jest logiczny rozwój systemu. Likwidacja wsparcia dla upraw rolniczych byłaby jego zwijaniem dokładnie w momencie, kiedy po raz pierwszy możemy naprawdę wykorzystać jego potencjał.