Podtlenkowa ściema

„Podtlenkowa ściema” to kolejna, po metanowej, ściema, z którą mamy do czynienia w ramach polityki klimatycznej UE wobec hodowli bydła. Nie mówimy tu oczywiście, że podtlenek azotu (N₂O) nie wydziela się w procesach zachodzących zwłaszcza po aplikacji nawozów naturalnych do gleby. Nie negujemy siły oddziaływania tego gazu cieplarnianego ani konieczności stosowania praktyk ograniczających jego emisje, jeżeli są one zgodne z pragmatyką rolniczą. Nie podważamy również zasadności polityki klimatycznej UE wobec węgla pochodzącego z kopalin zużywanych przez człowieka. Ograniczenie emisji tego typu węgla, finalnie do zera, jest cywilizacyjną koniecznością, a cele polityki klimatycznej — choć wyśrubowane — powinny stanowić istotny punkt odniesienia dla naszych działań.

Mówimy natomiast, że w odniesieniu do N₂O, podobnie jak w odniesieniu do metanu wydzielanego przez bydło, nie można bezrefleksyjnie stosować tej samej miary klimatycznej, jaką stosuje się do CO₂ z kopalin. A tak, niestety, w obrębie polityki klimatycznej UE się dzieje.

N₂O to bardzo silny gaz cieplarniany. W metodologii unijnej jego ekwiwalent CO₂ wynosi 265. Oznacza to, że jedna tona emisji N₂O liczona jest jako równowartość 265 ton emisji CO₂. To gaz długowieczny. Jego średni czas życia wynosi około 109 lat. Podtlenek azotu powstaje głównie w działalności rolniczej po wprowadzeniu do gleby azotu — zarówno z nawozów mineralnych, jak i naturalnych. Jest także produktem ubocznym niektórych procesów przemysłowych, w tym produkcji nawozów azotowych oraz wybranych kwasów. Te emisje przemysłowe są jednak w dużej mierze ograniczane przez odpowiednie instalacje redukcyjne w zakładach produkcyjnych.

Żeby określić, czy wpływ danego gazu z określonej dziedziny gospodarki powoduje narastanie efektu cieplarnianego, jego stabilizację czy osłabienie, trzeba ustalić nie tylko wielkość bieżących emisji, ale także to, jak zmienia się ilość tego gazu w atmosferze. W przypadku CO₂ sprawa jest zasadniczo prosta: każda nowa ilość CO₂ pochodzącego z kopalin zwiększa jego ilość w atmosferze. W przypadku N₂O, podobnie jak w przypadku metanu, sprawa jest bardziej złożona. W rachunku trzeba uwzględnić nie tylko ilość nowo emitowanego gazu, lecz także jego atmosferyczną trwałość, tempo usuwania oraz to, czy emisje w danym okresie rosną, maleją czy pozostają stabilne.

Żeby określić ogólny wpływ N₂O związanego z aktualną hodowlą bydła na obszarze UE, nie można poprzestać na prostym przeliczeniu emisji w ekwiwalencie CO₂ i uznać sprawy za zamkniętą. Trzeba uwzględnić, że wielkość emisji zależy od wielu czynników: pogłowia bydła, ilości wytwarzanych nawozów naturalnych, sposobu ich przechowywania, terminu i metody aplikacji, warunków glebowych, a także zmian w praktykach rolniczych. Pogłowie bydła pozostaje jednak jednym z najważniejszych punktów odniesienia, bo to ono wyznacza skalę produkcji nawozów naturalnych, a tym samym ilość podtlenku azotu, jaki może z niego uciec.

Jak zatem kształtowało się pogłowie bydła na obszarze obecnej UE w okresie ostatnich mniej więcej 125 lat?

Choć szczegółowe dane statystyczne są systematycznie zbierane i agregowane dopiero od lat 60. XX wieku, rekonstrukcje historyczne pozwalają oszacować, że na początku XX wieku na obszarze obecnej UE pogłowie bydła wynosiło mniej więcej tyle, ile wynosi obecnie — około 72 mln sztuk. W połowie XX wieku zaczęło ono wyraźnie wzrastać, a w latach 70., 80. i jeszcze na początku lat 90. przekraczało poziom 100 mln sztuk.

Co to oznacza w praktyce? Oznacza to, że obecna presja emisyjna podtlenku azotu z sektora bydła nie jest żadnym nowym, apokaliptycznym zagrożeniem wykreowanym przez współczesne rolnictwo. Jest stałym, naturalnym tłem gospodarczym od ponad stu lat. Tłem, które rosło w drugiej połowie XX wieku, jednak obecnie bydło nie przyspiesza ocieplenia tym gazem, bo agrotechnika zmierza ku ograniczaniu emisji, a skala produkcji jest taka, jak przed około 125 laty.

Inaczej sprawa wygląda w odniesieniu do pogłowia świń. Wzrosło ono blisko czterokrotnie: z około trzydziestu paru milionów sztuk na początku XX wieku do ponad 130 mln sztuk obecnie, z apogeum wynoszącym ponad 145 mln sztuk i przypadającym na koniec drugiej dekady obecnego wieku. Ilość N₂O w atmosferze przypadająca na hodowlę świń na obszarze UE niewątpliwie w horyzoncie 100-letnim ma trend wzrostowy.

Jednakże to bydło mleczne i mięsne, głównie z racji emisji metanu, odpowiada za 84% emisji gazów cieplarnianych z hodowli zwierząt na obszarze UE. Na hodowlę świń przypada marne 8% emisji. Hodowla ta jest także poddana dużym restrykcjom dotyczącym przechowywania i aplikacji nawozów naturalnych powstałych w jej wyniku, co niewątpliwie wpływa na istotne ograniczenie emisji N₂O.

W poprzednim artykule wskazaliśmy, że z racji spadku pogłowia bydła w ostatnich kilkudziesięciu latach ilość metanu „wybekiwanego” przez krowy musi być obecnie niższa o ponad 20% od tej sprzed kilkunastu lat. Jest też bardzo prawdopodobne, że to ograniczenie emisji metanu z bydła kompensuje pod względem ekwiwalentu CO₂ wzrost emisji podtlenku azotu z trzody chlewnej oraz pozostałej produkcji zwierzęcej na obszarze UE.

Tymczasem, gdy Komisja Europejska pisze o rolnictwie w kontekście celów redukcyjnych (np. w rozporządzeniu ESR — Effort Sharing Regulation), opiera się na raportach składanych do ONZ. W tym ujęciu pod uwagę bierze się wyłącznie bezpośrednie, biologiczne emisje nie-CO₂ (metan z żwacza i odchodów oraz podtlenek azotu z gleb). Zgodnie z oficjalnymi zestawieniami rocznymi udział tak zdefiniowanych emisji z rolnictwa w całkowitych emisjach UE wynosi ok. 10,3–11%.

W ekwiwalencie CO₂ niewątpliwie tyle rokrocznie one wynoszą. Jednak metan i podtlenek azotu w atmosferze rozpadają się w określonym i istotnym dla prowadzonych wyliczeń czasie, a CO₂ nie. Komisja Europejska nie stosuje jednak tego subtelnego rozróżnienia i zarzuca rolnictwu wielką przewinę klimatyczną, traktując oba gazy po przeliczeniu na ekwiwalenty CO₂ dokładnie tak samo jak kopalny CO₂.

W tym urzędniczym ujęciu liczy się wyłącznie bezduszna, bieżąca emisja biologiczna. System jest całkowicie ślepy na dynamikę zmian w atmosferze. Rolnictwo UE począwszy od 1990 roku zmniejszyło o ponad 20% pogłowie krów, czym doprowadziło do fizycznego uprzątnięcia gigantycznych ilości metanu z powietrza, nie zwiększając istotnie nowych emisji N₂O. W nagrodę nie dostaje jednak od Brukseli żadnych punktów dodatnich za realne chłodzenie klimatu. Unijny urzędnik bierze po prostu pozostałą, mniejszą emisję bieżącą, bezrefleksyjnie mnoży ją przez sztywne wskaźniki i krzyczy o klimatycznej katastrofie.

To jest zupełnie tak samo, jakbyśmy przy wyliczeniach klimatycznych brali pod uwagę ilość CO₂ wytwarzanego przez organizmy żywe, a nie brali pod uwagę skali pobierania i absorpcji tego gazu przez rośliny.

Podnieśmy jeszcze jeden argument: produkcja zwierzęca na obszarze UE generuje rokrocznie 1,4 mld ton nawozów naturalnych — obornika, gnojowicy i gnojówki. Poza innymi składnikami odżywczymi nawozy te są bardzo bogate w azot. Każda ich tona zawiera od około 3 do ponad 5 kg azotu w czystym składniku. Ogólna ilość azotu możliwego do pobrania przez rośliny w kilkuletnim cyklu procesów zachodzących po podaniu nawozów naturalnych do gleby, w całej ich rokrocznej masie, wynosi około 3 mln ton. To jest 3 mln ton czystego składnika zawartego w nawozach sztucznych, które trzeba by dodatkowo wyprodukować. Substratem służącym do wytworzenia sztucznych nawozów azotowych, jak i paliwem służącym do ich produkcji, jest głównie kopalny gaz ziemny. Zakłada się, że wyprodukowanie 1 mln ton czystego azotu w nawozie sztucznym generuje emisje CO₂ na poziomie około 3 mln ton. Zatem rokrocznie produkcja zwierzęca na obszarze UE ogranicza emisję kopalnego CO₂ na poziomie około 9 mln ton. To jest CO₂, który nie rozpada się w atmosferze tak jak metan czy podtlenek azotu, tylko praktycznie na stałe rokrocznie się w niej kumuluje.

Mówimy tu tylko o azocie, ale przecież nawozy naturalne są wieloskładnikowe. Jeśliby więc dodać jeszcze do tych wyliczeń zastępowalność przez nawozy naturalne sztucznych nawozów fosforowych i potasowych, skala ograniczenia emisji kopalnego CO₂ wskutek stosowania nawozów naturalnych byłaby pewnie jeszcze istotnie większa.

Wychwycić CO₂ z atmosfery potrafią rośliny. Z tego żyją. W wyniku procesów organicznych ten węgiel przez nie wychwycony może zostać usunięty z atmosfery, a następnie związany w glebie na wiele lat w postaci próchnicy. Ten proces nazywamy sekwestracją naturalną. Ta próchnica powstaje również w toku działalności rolniczej i na jej wytwarzanie rolnicy są ukierunkowani, bo istotnie poprawia ona właściwości fizykochemiczne gleby. W sposób najbardziej intensywny powstaje ona wskutek prowadzenia wieloletniego nawożenia obornikiem. W tym przypadku w glebie finalnie może pozostać w postaci próchnicy nawet 10–25% węgla wychwyconego przez rośliny, których resztki organiczne w postaci słomy roślinnej oraz kału i moczu zwierzęcego zostały zaaplikowane do gleby.

Kwestią sekwestracji naturalnej zajmiemy się już niebawem. Wcześniej jednak czas na artykuł, w którym opowiemy o tym, jak unijna biurokracja broni się przed opracowanym już innym ujęciem fizyki klimatu, które uwzględnia odrębną specyfikę metanu, podtlenku azotu oraz kopalnego CO₂. Broni się, bo jeśliby przyjąć oczywisty chemicznie fakt, że oba te gazy podlegają rozpadowi w toku swojego życia w atmosferze, to unijna narracja klimatyczna dotycząca rolnictwa rozsypuje się jak domek z kart. Rolnictwo co prawda odpowiada za ok. 11% rocznych emisji gazów, jednak te emisje najprawdopodobniej nie wpływają w ogóle na narastanie efektu cieplarnianego, a być może mają nawet efekt chłodzący.

#MetanowaŚciema #PodtlenkowaŚciema #PolskieRolnictwo #Rolnicy #ProtestyRolnicze #WPR #DopłatyBezpośrednie#GospodarstwaProdukcyjne#BezpieczeństwoŻywnościowe