ROLNICTWO NA WOJNIE HYBRYDOWEJ

W ostatnich tygodniach pszenica na MATIF podrożała z około 203 do 245 euro za tonę. Rynek zareagował gwałtownie, ponieważ po raz pierwszy od dłuższego czasu realne ryzyko wojenne zaczęło obejmować nie tylko eksport ukraiński, lecz także rosyjski.

To nie Rosja przyczyniła się do tego rajdu cenowego. Nastąpił on po ukraińskich atakach na rosyjską żeglugę na Morzu Azowskim i wynikającym z nich ograniczeniu szlaku obsługującego około jednej czwartej rosyjskiego eksportu zbóż. Kolejnym, jeszcze poważniejszym sygnałem było rozszerzenie zagrożenia w stronę Noworosyjska i rosyjskich portów głębokowodnych na Morzu Czarnym. Rosyjskie ataki odwetowe na ukraińskie porty głębokowodne w Odessie, Czarnomorsku i Piwdennym jedynie rozszerzyły ten rajd, dokładając scenariusz jednoczesnego ograniczenia eksportu obu państw.

Eskalacja na Morzu Czarnym trafiła w czuły punkt, ponieważ rynek już wcześniej był przygotowany do wzrostów przez pogarszające się prognozy zbiorów i kurczący się bufor zapasów. Sama geopolityka była zapalnikiem, ale nie jedynym paliwem.

ROSYJSKA PRESJA PODAŻOWA

Najważniejsze są liczby. Rosyjski eksport pszenicy wynosił około:

👉 33 mln ton w sezonie 2021/2022;

👉 49 mln ton w sezonie 2022/2023;

👉 rekordowe 55,5 mln ton w sezonie 2023/2024.

W sezonie 2024/2025 Rosja wyeksportowała już tylko 43 mln ton, jednak w pierwszej połowie tego sezonu było to rekordowe 29,4 mln ton przy mniejszych zbiorach. Gdy rekordowe tempo wywozu zaczęło szybko uszczuplać dostępne zapasy i zagrażać stabilności rynku wewnętrznego, Rosja przyhamowała eksport. To tylko potwierdza, że Rosja starała się maksymalizować presję eksportową tak długo, jak długo nie zaczynała ona zagrażać jej własnemu bezpieczeństwu żywnościowemu.

Jednocześnie rosyjskie ziarno należało do najtańszych na rynku. W lipcu 2023 r. pszenicę z rosyjskich portów Morza Czarnego oferowano po około 235 dolarów za tonę, wobec około 250 dolarów za pszenicę unijną. W kwietniu 2024 r. rosyjska cena wynosiła około 211 dolarów, a unijna — 222 dolary.

Różnica kilkunastu dolarów — może niewielka, ale stale niemożliwa do przebicia — wystarczała, aby Rosja wygrywała przetargi w Egipcie, Algierii, Turcji czy Arabii Saudyjskiej. Rolnik europejski nie musiał więc widzieć rosyjskiego ziarna na własnym rynku, aby odczuć jego wpływ. Wystarczyło, że rosyjska pszenica wypierała dostawy z UE z rynków trzecich. Niesprzedane ziarno pozostawało w Europie i wywierało presję na ceny wewnętrzne.

Rosja nie była jedyną przyczyną spadków. Na niskie ceny złożyło się wiele innych czynników, w tym również odbudowa eksportu ukraińskiego. Rosja dołożyła jednak do tej kumulacji największy pojedynczy strumień taniej pszenicy i wykorzystała powstały układ skuteczniej niż pozostali.

DLACZEGO NISKIE CENY BYŁY KORZYSTNE DLA ROSJI

Niskie ceny rosyjskiej pszenicy nie były wyłącznie efektem konkurencji rynkowej. W praktyce pozwalały Rosji budować trwałe relacje z państwami zależnymi od importu żywności. W krajach Afryki Północnej, Bliskiego Wschodu i części Azji dostępność taniego ziarna przekłada się bezpośrednio na stabilność społeczną i polityczną.

Rosja mogła więc oferować nie tylko produkt, lecz także pewien model współpracy: dostawy po relatywnie niskiej i przewidywalnej cenie, gotowość do szybkiego reagowania na potrzeby importerów oraz narrację o odpowiedzialności za globalne bezpieczeństwo żywnościowe. W ten sposób tania pszenica stawała się narzędziem wpływu, wzmacniając pozycję Rosji w regionach, w których Zachód był postrzegany jako mniej przewidywalny lub bardziej wymagający.

W takim układzie Ukraina znajdowała się w szczególnie trudnej sytuacji. Eksportowała duże ilości ziarna, ale robiła to przy znacznie wyższych kosztach logistycznych i finansowych. Wojenne ubezpieczenia, droższy fracht, ryzyko przestojów w portach i konieczność korzystania z mniej efektywnych tras powodowały, że przy niskich cenach światowych znaczna część wartości produktu była pochłaniana przez koszty.

Ukraina mogła więc utrzymywać wolumen eksportu, ale nie była w stanie w pełni przekładać go na przychody. W praktyce oznaczało to osłabienie jej sektora rolnego bez konieczności całkowitego blokowania handlu.

Efektem prowadzonej przez Rosję wojny cenowej była również sytuacja, w której europejski rolnik funkcjonował przy cenach często zbliżonych do kosztów produkcji i bez perspektywy ich szybkiej poprawy. Przy wysokich kosztach produkcji w UE — energii, nawozów, pracy i regulacji — konkurencja z rosyjskim systemem opartym na tanim gazie, własnych nawozach i słabszej walucie prowadziła do trwałej presji na rentowność.

Nawet bez bezpośredniego napływu rosyjskiego ziarna na rynek unijny jego obecność na rynkach światowych wypierała eksport UE i zwiększała podaż wewnętrzną. Wpływało to oczywiście na pogorszenie nastrojów społecznych wśród rolników i — przy aktywnym wsparciu rosyjskiej propagandy — budowało negatywny wizerunek Ukrainy jako odpowiedzialnej za tę sytuację.

Jednocześnie cały ten układ tylko w ograniczonym stopniu destabilizował rynek rosyjski. Dzięki przewadze kosztowej, nadwyżce nawozów, słabszej walucie oraz możliwości stosowania ceł i ograniczeń eksportowych Rosja była w stanie kontrolować sytuację wewnętrzną. Wysoki eksport nie przekładał się automatycznie na niedobory ani gwałtowne wzrosty cen w kraju, co pozwalało łączyć ekspansję na rynkach zagranicznych ze stabilnością wewnętrzną.

W OBRONIE WŁASNEJ, ALE TEŻ I EUROPEJSKIEGO ROLNIKA

Tania żywność może być korzystna dla konsumenta. Jeżeli jednak jej cena wynika z przewagi państwa, które wykorzystuje masowy eksport do wypierania konkurentów, osłabiania ich produkcji i budowania zależności politycznych, przestaje być wyłącznie produktem rynku. Staje się bronią.

Rolnictwo już uczestniczy w tej wojnie. Rolnik UE ponosi jej koszty w cenach skupu, Ukraina — w utraconych przychodach, a Rosja zamienia przewagę podażową w rynki i wpływy. Ostatnie ataki Ukrainy mogą oznaczać, że Kijów rozpoznał ten mechanizm i zdecydował się go przerwać — nawet za cenę zagrożenia własnemu eksportowi.

Ukraina uderza dziś nie tylko w statki i porty. Uderza również w rosyjską zdolność prowadzenia wojny za pomocą niskiej ceny. Żywność przestała być tylko towarem. Stała się narzędziem budowania wpływów.

Uderzając w rosyjską zdolność eksportową, Ukraina obiektywnie działa również w ekonomicznym interesie europejskiego rolnictwa. Każda rosyjska tona, która nie dociera terminowo do Egiptu, Algierii czy Turcji, zwiększa szansę sprzedaży ziarna unijnego. Wyższy MATIF poprawia punkt odniesienia dla europejskich portów, eksporterów, młynów i skupów.

Faktem jest również, że to, jak wysoko mogą wzrosnąć ceny i jak długo się utrzymają, będzie zależało głównie od tego, jak skutecznie Ukraina będzie ograniczać rosyjski eksport oraz jak daleko zdecyduje się posunąć w atakach na infrastrukturę portową i transportową.

Jednocześnie im skuteczniejsze będą te działania, tym silniejszego rosyjskiego odwetu można się spodziewać. Wydaje się, że Ukraina świadomie przyjmuje to ryzyko, zakładając, iż lepiej wyeksportować mniej po wyższej cenie i jednocześnie ograniczyć sprzedaż Rosji, niż nadal sprzedawać duże ilości po cenach, które utrwalają przewagę przeciwnika.

W tej kalkulacji istotny jest zapewne również fakt, że wzrost globalnych cen może złagodzić konflikt ekonomiczny Ukrainy z rolnikami UE i poprawić jej relacje z przyfrontowymi partnerami.

Aby jednak tak się stało, nie możemy popełnić błędów z pierwszego okresu wojny. Wtenczas tranzyt przez UE spowodował realny napływ z Ukrainy tanich i wyprodukowanych poniżej unijnych standardów produktów rolnych. To w sposób tstotny zdestabilizowało rynek i doprowadziło do realnych problemów europejskich rolników. To z kolei przyczyniło się do powstania korzystnego dla Rosji konfliktu Ukrainy z rolnikami części państw unijnych, zwłaszcza tych przyfrontowych. Jest on nadal podtrzymywany narracyjnie i propagandowo, nawet bez konieczności ciągłego kierowania ukraińskiego ziarna na europejski ląd.

Ukraińskie zboże nadal ma być na wojnie. Ma konkurować z rosyjskim zbożem w Azji, Afryce i na Bliskim Wschodzie. To wojna, której nie można przenosić na europejski rynek — zarówno w interesie Unii Europejskiej, jak i samej Ukrainy. Jeżeli Ukraina ma mieć możliwość tranzytu przez UE, to system musi gwarantować, że towary przeznaczone na rynki poza UE rzeczywiście tam trafią, zamiast destabilizować rynek państw tranzytowych.

Mamy nadzieję, że decydenci zarówno po stronie Ukrainy jak i UE już to zrozumieli.