Od ponad miesiąca wskazujemy, że jeśli Ukraina będzie w stanie utrzymać presję na rosyjski eksport przez Morze Azowskie i Morze Czarne, problem ten będzie robił presję na globalne ceny.
I właśnie zaczyna się to dziać.
Już w lipcu Rosja wyeksportowała tylko 2,03 mln ton podstawowych zbóż wobec 3,25 mln ton rok wcześniej – spadek wyniósł prawie 38%. Sam Noworosyjsk, najważniejszy rosyjski głębokowodny port zbożowy, przeładował w lipcu nieco ponad 1 mln ton, o blisko 24% mniej niż rok wcześniej. W sierpniu sytuacja zaczęła się komplikować jeszcze bardziej. Po ukraińskich atakach uszkodzona została infrastruktura terminalu NKHP w Noworosyjsku, a drugi wielki terminal – KSK – 13 sierpnia wstrzymał operacje. Problemy dotyczą również Tamani i szlaków przez Morze Azowskie.
Efekt? Według ekspertów rosyjski eksport zbóż już w sierpniu może spaść do około 2,5 mln ton, podczas gdy średnia dla sierpnia z ostatnich pięciu lat wynosiła 5,7 mln ton. Rosyjscy analitycy sami wskazują jako jedną z głównych przyczyn właśnie ograniczenia wysyłek przez basen azowsko-czarnomorski.
A teraz pojawia się kolejny sygnał. Jak opisuje Farmer.pl, Rosja rozważa skup interwencyjny zboża, dodatkowe wsparcie dla producentów i przedłużenie preferencyjnych kredytów. Państwo zaczyna więc przygotowywać narzędzia, które mają ograniczyć skutki zboża pozostającego na rosyjskim rynku.
To dokładnie mechanizm, o którym pisaliśmy jako zagrożenie w odniesieniu do ukraińskich podmiotów rolnych w przypadku blokowania możliwości tranzytu. Jeżeli duża część rosyjskiej pszenicy nie może wydostać się przez główny korytarz eksportowy, rośnie podaż wewnątrz Rosji i presja na ceny płacone tamtejszym rolnikom. Jednocześnie mniejsza podaż rosyjskiej pszenicy na świecie działa w kierunku wzrostu cen światowych.
Ale żeby Ukraina mogła tę presję utrzymać, sama musi mieć możliwość wywozu istotnej części swoich produktów. I tu właśnie wracamy do kwestii tranzytu przez obszar UE. Tranzytu mądrego – który nie zaburza logistyki polskich produktów i dba o to, aby produkty ukraińskie trafiły rzeczywiście do krajów trzecich.
Im więcej rosyjskiego zboża zostaje w Rosji, tym więcej miejsca na światowym rynku pozostaje dla innych – również dla polskich producentów – a czterocyfrowe ceny pszenicy, jakie w ostatnich dniach pojawiły się w polskich portach, nie będą wyjątkiem, lecz regułą.
Trzymajmy zatem kciuki za celność ukraińskich dronów w wojnie zbożowej na Morzu Czarnym i wykorzystajmy potencjał naszej logistyki, by nie wymuszać na Ukrainie ograniczenia tej wojny. Mirosław Marciniak wskazuje, że w sezonie handlowym 25/26 potencjał przeładunkowy naszych portów był wykorzystany jedynie w 40%…
