Trzeba powiedzieć sobie jasno: polski, jak i europejski rolnik chce produkować żywność zdrową dla konsumenta w sposób jak najmniej wpływający negatywnie na środowisko. To jednak w oczywisty sposób wpływa na zwiększenie kosztów produkcji i zmniejszenie wielkości plonu. W związku z tym oczywiste winno być też i to, że rolnik ten nie może konkurować na wolnym, europejskim rynku z produktami rolnymi, na które lano wszystko, co tylko bezpośrednio nie zabije konsumenta, a troska o środowisko była troską ostatnią z ostatnich. Tymczasem tak właśnie się dzieje. Do Europy dzień w dzień wpływają dziesiątki statków z tysiącami ton takich właśnie produktów rolnych z całego świata, w tym także z Rosji. Nie było jeszcze larum dopóki dopłaty jakoś rekompensowały zwiększone koszty i nakłady pracy oraz obniżkę plonu w tej nieuczciwej konkurencji. Jednak w obecnej sytuacji dołujących cen skupu, które wracają do najniższych poziomów sprzed wojny i radykalnie zwiększonych poprzez inflację kosztów produkcji, skrywany dotąd problem eksplodował.
Wbrew pozorom problem ten nie jest jednak do rozwiązania na poziomie specjalistów od rolnictwa i komisji rolniczych w kraju czy w Brukseli. To nie jest problem rolnictwa, a ogólny problem społeczny. To odpowiedź na pytanie: co chcemy jeść? I to my, jako ogół społeczeństwa, musimy sobie na to pytanie odpowiedzieć. Czy zdrowe produkty żywnościowe powstałe z licznymi zakazami użycia wielu środków chemicznych, które w innych częściach świata stanowią podstawowe remedium na wszelkie zło w uprawie? Czy też wolimy jeść byle co, ciesząc się jedynie świadomością, że przynajmniej bezpośrednio nas to nie zabije? Czy chcemy by produkty te powstawały w dbałości o środowisko czy też nie ma to dla nas jakiegokolwiek znaczenia?
Przy okazji tych pytań dochodzimy do pytań kolejnych:
Czy nie jest hipokryzją, że z jednej strony, jako UE, piejemy swoimi strategiami i legislacją o konieczności coraz szerszej ochrony środowiska, a z drugiej strony wspieramy na całym świecie wytwarzanie produktów rolnych najtańszymi, najprostszymi i najbardziej inwazyjnymi dla środowiska technologiami? Bo przecież czym innym, jak nie wsparciem czy wręcz promocją dla tych metod, jest import tak powstałych produktów rolnych. Dodajmy jeszcze: produktów, które w dużej mierze można wyprodukować u nas, a które płyną statkami zużywającymi dodatkowo jeszcze na jednej trasie setki czy tysiące ton mazutu.
Czy nie jest obłudą, że z jednej strony, niewątpliwie słusznie, skłania się europejskiego konsumenta do myślenia, że wytwarzanie zdrowych produktów rolnych w Europie i pochodząca z nich zdrowa żywność, są dla niego ważne, a nie mówi mu się, że tak naprawdę to, co u nas zdrowo wyprodukujemy, jest mieszane z tym byle czym z całego świata, żeby miało jakieś chociaż podstawowe parametry i takie coś właśnie kupuje w swoim sklepie?
Czy nie gubi się też gdzieś racjonalność i pragmatyzm, a nie wychodzi ekologiczne zacietrzewienie, kiedy UE samonarzuca sobie kolejne radykalne ograniczenia środowiskowe, kolejne FITy z coraz bardziej bombastycznymi celami, niszcząc przy okazji konkurencyjność już całości europejskiej gospodarki, podczas gdy reszta świata idzie dokładnie w drugim kierunku? Przecież sami nie zbawimy przyszłych pokoleń, a szkodzące środowisku emisje z krajów UE, to już naprawdę niezbyt duży procent emisji całego ludzkiego świata.
To wszystko wskazuje na to, że obecne problemy w rolnictwie nie tyczą się właściwie rolnictwa i nie mogą zostać rozwiązane jedynie na poziomie ekspertów od rolnictwa. One tyczą się ogółu społeczeństwa europejskiego, odnoszą się do kierunków rozwoju i strategii przyjętych przez Unię Europejską. Wynikają z umów o wolnym handlu, które są lub będą zawarte przez UE z krajami rozwijającymi się i w ten sposób wiążą się z całością życia gospodarczego UE. Na marginesie warto też dodać, że gdyby zrobić porządek z tymi umowami, w tym z napływem produktów rolnych z Rosji, to być może nie byłoby wcale problemu z żywnością z Ukrainy.
Aby podjąć próbę rozwiązania tych problemów w ich przyczynach, a nie tylko w bieżącym kompensowaniu negatywnych ich skutków (czytaj: kolejne dopłaty), należy najpierw te wszystkie zależności uświadomić społeczeństwu, należy popracować nad świadomością tych spraw pośród jego reprezentantów w Parlamencie Europejskim oraz parlamentach krajowych i to ze wszystkich stron życia politycznego.
Taki cel swoich działań właśnie na najbliższe miesiące, a pewnie lata przyjmuje Stowarzyszenie Rolników Towarowych WSPÓLNA ROLA. Oczywiście poza wskazywaniem bieżących problemów w rolnictwie towarowym i lobbowaniem za ich właściwym rozwiązaniem.
Wszystkie osoby, które uznają ten cel za ważny, prosimy o wsparcie oraz o zgłaszanie się do współpracy.
Stowarzyszenie Rolników Towarowych WSPÓLNA ROLA skupia obecnie 55 rolników z województwa zachodniopomorskiego reprezentujących gospodarstwa o powierzchni łącznej około 9000 ha. To:
- jeden mały agroholding w Ukrainie,
- niecałe 300 gospodarstw o powierzchni równej średniej powierzchni gospodarstwa rolnego w województwie zachodniopomorskim,
- prawie 900 gospodarstw o powierzchni równej średniej krajowej i
- ponad 2000 gospodarstw o powierzchni równej średniej powierzchni gospodarstwa rolnego w województwie małopolskim.
Jest nas mało, nie liczymy się przy wyborczych urnach, ale to właśnie my produkujemy żywność, którą kupujecie w sklepach.
