Kontyngenty, embargo i globalny bilans, czyli także to, ile rosyjskiego zboża nie trafia dziś na światowy rynek – to przyczyny, dla których na aktualną kwestię tranzytu nie można patrzeć z perspektywy 2023 roku.
NAJWAŻNIEJSZA RÓŻNICA TO OBECNE ZASADY HANDLU UE–UKRAINA. Nie mamy już nadzwyczajnego, szerokiego otwarcia rynku z 2022 r. Dostęp produktów wrażliwych do rynku UE jest ograniczony i odbywa się w ramach określonych zasad oraz limitów. To podstawowy bezpiecznik przed niekontrolowanym napływem ukraińskiej produkcji przejeżdżającej tranzytem.
POLSKIE EMBARGO JEST DODATKOWYM ZABEZPIECZENIEM i w praktyce oddziela tranzyt od bezpośredniego importu. Objęte nim ukraińskie produkty mogą przejechać przez Polskę, ale nie mogą zostać tutaj bezpośrednio wprowadzone na rynek. Jeżeli zostaną legalnie dopuszczone do obrotu w innym państwie UE – np. w ramach dostępnego kontyngentu lub na zasadach ogólnych – mogą później trafić także do Polski. Mają jednak wtedy za sobą dodatkową logistykę, transport i koszty obrotu, które ograniczają ich przewagę cenową.
NAJWIĘKSZA ZMIANA NA RYNKU ŚWIATOWYM DOTYCZY ROSJI. Rosja jest największym światowym eksporterem pszenicy, a jej możliwości wywozu przez główny kanał eksportowy – Morze Azowskie i głębokowodne porty Morza Czarnego – zostały mocno ograniczone. Rosja nie ma istotnych alternatyw dla zastąpienia tego kanału. Im mniej rosyjskiej pszenicy trafia na światowy rynek, tym mniejsza jest globalna podaż, większa przestrzeń dla innych dostawców i silniejsza presja w kierunku wyższych cen.
DLATEGO KORYTARZE SOLIDARNOŚCIOWE BĘDĄ KORZYSTNE RÓWNIEŻ DLA POLSKIEGO ROLNIKA. Jeżeli Ukraina może wywozić część swojej produkcji alternatywnymi trasami, zmniejsza presję na własny rynek i może dłużej utrzymywać nacisk na rosyjskie szlaki eksportowe.
RZECZ NAJWAŻNIEJSZA – ŚWIATOWY BILANS. Część ukraińskiej produkcji wyjeżdża droższymi trasami, część pozostaje w Ukrainie, a jednocześnie coraz większa część rosyjskiego zboża nie trafia na rynki światowe. To oznacza mniej konkurencyjnego ziarna dostępnego globalnie, a w konsekwencji presję na globalne ceny i więcej miejsca dla innych eksporterów – także dla polskich producentów.
Nie wystarczy więc pytać, ile ukraińskiego zboża jedzie przez Polskę. Trzeba równocześnie pytać, ile rosyjskiego zboża nie trafia dzięki temu układowi na światowy rynek. To właśnie ten bilans może decydować o cenach i możliwościach sprzedaży polskiego rolnika.
W jutrzejszym tekście wyjaśnimy, skąd wzięły się dumpingowe ceny globalne produktów rolnych, z jakimi mieliśmy do czynienia jeszcze przed pierwszymi atakami Ukrainy w nocy z 5 na 6 lipca na rosyjskie porty na Morzu Azowskim. Wskażemy, jak Rosja kreowała te ceny i w jakim celu, a także dlaczego wróci do nich, gdy tylko odzyska do tego narzędzia.
