Ukraina w UE, ale bez rolnictwa

O wejściu Ukrainy do Unii Europejskiej można mówić sloganami. Slogany są proste: solidarność, wspólna przyszłość, integracja. Uczciwa rozmowa zaczyna się tam, gdzie trzeba odpowiedzieć na pytanie, co stanie się z rolnictwem kraju posiadającego ogromny areał, wielkie nadwyżki eksportowe i zupełnie inną strukturę produkcji niż większość obecnej Unii. I zwłaszcza co stanie się w związku z tym z unijnym rolnictwem.

DWA RÓŻNE MODELE

Rolnictwo Unii działa w warunkach dużego rynku wewnętrznego, wysokiego poziomu regulacji, silnego przetwórstwa i wielomiliardowych transferów publicznych, których celem jest przede wszystkim kompensowanie kosztów wynikających z wysokich standardów środowiskowych i jakościowych. W wielu sektorach UE jest samowystarczalna albo nadwyżkowa. Eksportuje zboża, mięso, nabiał i żywność przetworzoną.

Ukraina jest przede wszystkim wielkim producentem surowców eksportowych. Jej rolnictwo opiera się na skali, dużych partiach towaru oraz produkcji pszenicy, kukurydzy, jęczmienia, słonecznika, rzepaku i soi, znacznie przekraczającej potrzeby własnego rynku.

Ukraińskie rolnictwo musi eksportować, ponieważ nie ma krajowego popytu zdolnego zagospodarować takiej podaży. Nie jest więc kolejnym państwem, które można po prostu dopisać do obecnej WPR. Jego włączenie oznaczałoby wejście do wspólnego rynku ogromnego, strukturalnie nadwyżkowego producenta, którego podstawowym miejscem zbytu są i powinny pozostać rynki światowe.

BEZ WPR ŹLE, A Z WPR JESZCZE GORZEJ

Pełne objęcie Ukrainy unijnymi wymogami oznaczałoby jednak wzrost kosztów produkcji. Dotyczy to ochrony roślin, nawożenia, ochrony wód, identyfikowalności, dokumentacji i inwestycji infrastrukturalnych.

Problem w tym, że światowy rynek zbóż nie płaci za zgodność z unijną filozofią produkcji. Egipt, Algieria, Turcja czy Bangladesz kupują cenę, parametry i termin dostawy. Jeżeli ukraińska pszenica stanie się droższa z powodów regulacyjnych, jej miejsce zajmie pszenica rosyjska.

Rosja już przed 2022 rokiem była eksporterem zbóż opartym głównie na pszenicy. Po wybuchu wojny zwiększyła sprzedaż i umocniła swoją pozycję na rynkach Afryki Północnej oraz Bliskiego Wschodu. Narzucenie Ukrainie kosztów unijnego modelu bez rekompensaty oznaczałoby w praktyce dalsze wzmacnianie pozycji Rosji.

Można oczywiście powiedzieć, że skoro Ukraina ma przejąć unijne wymagania, powinna również otrzymać unijne wsparcie. Tyle że wtedy pojawia się druga sprzeczność.

Ukraina nadal będzie produkowała znacznie więcej, niż zużywa. Płatności, pomoc inwestycyjna i rekompensaty środowiskowe pozwolą utrzymać areał, plony i zdolność eksportową. Formalnie nie będą dopłatami do eksportu, ale ekonomicznie podtrzymają produkcję, która musi zostać sprzedana poza Ukrainą.

Oczywiście najbardziej atrakcyjnym kierunkiem będzie dalej rynek UE: bliski, stabilny, dobrze płacący i pozbawiony części barier handlowych. Wspólny budżet może więc zacząć finansować produkcję, która następnie obniży ceny na wspólnym rynku. Najpierw dopłacimy i wygenerujemy nadpodaż, a następnie będziemy dopłacać, aby ograniczyć jej skutki.

UKRAINA TO GRACZ GLOBALNY

Rynek Unii nie jest nieograniczonym odbiorcą ukraińskiej produkcji. UE sama jest dużym producentem pszenicy, jęczmienia, cukru, drobiu, jaj i wielu innych produktów. W tych sektorach import nie uzupełnia deficytu, lecz zastępuje produkcję własną albo obniża ceny.

Inaczej wygląda sytuacja w przypadku produktów rzeczywiście deficytowych. UE potrzebuje białka paszowego, soi, części śrut, olejów i niektórych nasion oleistych. W tych obszarach Ukraina może uzupełniać europejski rynek, zamiast z nim bezpośrednio konkurować. Dlatego dostęp do rynku w okresie przejściowym powinien wynikać z bilansu podaży i popytu, a nie z politycznego założenia, że pełna liberalizacja jest wartością samą w sobie.

Naturalnym miejscem ukraińskich nadwyżek pozostają Afryka Północna, Bliski Wschód i Azja. To rynki, które rzeczywiście potrzebują dużych ilości zbóż. Cierpią na niedobór gruntów, wody albo własnej produkcji, a ich popyt nie jest ani pozorny, ani sezonowy.

Integracja Ukrainy z UE powinna wzmacniać jej zdolność do sprzedaży na tych rynkach. Europa może pomóc poprzez odbudowę portów, modernizację kolei oraz zapewnienie dostępu do finansowania, ubezpieczeń, technologii i infrastruktury. Może obniżyć koszty logistyki i ryzyka, nie podnosząc jednocześnie nadmiernie kosztów samej produkcji.

To byłaby realna pomoc Ukrainie. Nie uzależnianie jej od rynku UE kosztem rodzimego rolnictwa i narastających problemów społecznych, lecz odbudowa pozycji tam, gdzie ukraińskie rolnictwo ma naturalne przewagi.

DŁUGI OKRES PRZEJŚCIOWY TO KONIECZNOŚĆ

Najbardziej racjonalnym wariantem byłby co najmniej kilkunastoletni okres przejściowy dla rolnictwa. Ukraina mogłaby wejść do UE politycznie i gospodarczo, ale jej rolnictwo pozostawałoby poza pełnym wspólnym rynkiem, nie musiałoby się podporządkować unijnym regulacjom i nie byłoby objęte płatnościami WPR. Dostęp do rynku UE powinien być z kolei kontrolowany i koncentrować się na produktach deficytowych.

Nie byłoby to członkostwo drugiej kategorii, lecz uznanie skali problemu. Ukraina nie jest kolejnym niewielkim państwem rolniczym. Jest jednym z największych producentów eksportowych świata. Udawanie, że ta różnica nie ma znaczenia, nie jest równością, lecz politycznym lenistwem.

Długi okres przejściowy dawałby też jasną odpowiedź rolnikom. Można byłoby wtedy powiedzieć wprost: Ukraina może wejść do UE, ale jej rolnictwo nie wejdzie na wspólny rynek. Nie będzie dopłat obszarowych, niekontrolowanego importu ani otwarcia sektorów, w których sama Unia ma nadwyżkę.

Trzeba dać Ukrainie dostęp do Europy, ale nie zmuszać jej do natychmiastowego wejścia w system, który podniesie jej koszty i skieruje nadwyżki na rynek UE. Trzeba wspierać odbudowę i eksport, ale nie dopłacać bez ograniczeń do areału. Otwierać rynek tam, gdzie występuje deficyt, a nie tam, gdzie produkcja ukraińska ma zastąpić własną.

Ukraina w Unii — tak.

Natychmiastowe włączenie jej rolnictwa do wspólnego rynku i WPR — nie.

Nie dlatego, że Europa ma bać się Ukrainy.

Dlatego, że źle przeprowadzona integracja zaszkodzi Ukrainie, UE, a wręcz może rozsadzić cały projekt europejskiej wspólnoty.