Projekt ustawy o dzierżawie rolniczej to jeden wielki bubel – zlepek przepisów, które nie są do niczego potrzebne ani wydzierżawiającemu ani dzierżawcy, choć na potrzebę unormowania relacji pomiędzy tymi stronami umowy i zabezpieczenia ich interesów powołują się wielokrotnie jej twórcy. Wszystko, co w niej jest zawarte, strony mogą wprowadzić do treści własnej umowy dzierżawy, stworzonej na gruncie obecnie funkcjonujących przepisów. Ministerstwo mogłoby o wiele lepiej pomóc stronom, jeśliby po prostu opracowało i udostępniło wzór umowy dzierżawy, która należycie zabezpiecza interesy każdej z nich. Wygląda jednak na to, że twórcom projektu ustawy nie to jednak przyświecało. Faktycznym celem ustawy jest bowiem wyeliminowanie z obiegu prawnego umów ustnych. Wcale nie dlatego, że robią one źle rolnikom, tylko dlatego, że robią źle urzędnikom.
NIEFORMALNE UŻYTKOWANIE JAK BYŁO, TAK BĘDZIE
Zbijmy jednak na początek podstawowy argument na rzecz tej ustawy. Mówi się bowiem, że ma ona zakończyć często spotykaną praktykę, w której to właściciel gruntów składa wniosek o dopłaty bezpośrednie, ale realnie użytkuje je inny rolnik. No to pytamy się: jak ma się to stać na gruncie tej ustawy? Nijak! Ta ustawa w żaden sposób tego problemu nie rozwiązuje, bo nie może. Nie może zmuszać właściciela gruntów do ich wydzierżawienia.
Sytuacja „nieformalnego użytkowania” z pozoru jest niekorzystna dla użytkującego rolnika, bo nie pozwala mu czerpać wielu dodatkowych korzyści z powierzchni, które realnie wchodzą w skład jego gospodarstwa. Dlaczego piszemy, że z pozoru? Bo najczęściej mamy z nią do czynienia, kiedy opłaca się ona obu stronom. W naszym demoralizującym systemie dopłat bezpośrednich właściciel np. 4 ha gruntów ornych, wnioskując o dopłaty bezpośrednie w ramach płatności dla małych gospodarstw, uzyska prawie 1000 zł do 1 ha, nie dokumentując żadnej praktyki rolnej, zasadniczo właściwie to nie robiąc nic. Z kolei nieformalny użytkownik uzyska za 1 ha tylko niecałe 500 złotych. Może dostać więcej, ale już musi się postarać i zainwestować na przykład w dodatkowe praktyki rolnicze, które ponadto może zastosować tylko na ograniczonej powierzchni hektarów. Ten nieformalny układ opłaca się zatem obu stronom i dlatego on tak nagminnie funkcjonuje. Strony kompensują w swoim dealu ten dodatkowy zysk z dopłat właściciela i obie są zadowolone.
Co zatem zrobić, by wyżej wskazany proceder zaczął zanikać? Odpowiedź jest prosta – należy spowodować, by się on nie opłacał. Wystarczyłoby zlikwidować płatność uproszczoną dla małych rolników i tematu w dwa lata by nie było. Trzeba by jednak powiedzieć „basta” około 600 000 (słownie: sześciuset tysiącom!) gospodarstw rolnych. Kto z polityków taki odważny? Ręka do góry!
UMOWY USTNE ZMORĄ URZĘDNIKA
Dlaczego ustne umowy dzierżawy tak uwierają urzędników? Bo łatwiej jest kontrolować gospodarstwa, które mają co roku w miarę niezmienny zestaw działek niż te, którym działki zmieniają się jak w kalejdoskopie. Wymiana działek między rolnikami to urzędnicza zmora. Proceder wymiany działek między rolnikami nie wynika jednak z ich chęci zrobienia urzędnikom psikusa – ona jest też logistycznym problemem dla tych gospodarstw rolnych. Jeżeli już rolnik decyduje się na taki ruch, to tylko wtedy, gdy po prostu musi i gdy ma możliwość szybkiego i pewnego dogadania się z drugim zaufanym, najczęściej znajomym rolnikiem. Wymiana działek jest wręcz koniecznością dla gospodarstw specjalizujących się w uprawie roślin okopowych. Wynika też ona często z konieczności zachowania prawidłowego płodozmianu i struktury upraw w gospodarstwie. Największym wygranym jest tu gleba, bo takie układy między rolnikami zawsze finalnie przyczyniają się do poprawy jej właściwości. Teraz wszyscy będą musieli do tego jeszcze robić wielostronicowe umowy dzierżawy i czym prędzej biegać po notariuszach celem nadania daty pewnej. Dadzą radę? Pewnie, że dadzą, tylko po co?
Kolejnym urzędniczym mankamentem umów ustnych jest ich elastyczność. Trzeba wykazać, że gospodarstwo jest mniejsze czy ma mniejszą wielkość ekonomiczną, niż wynika z ostatnich dopłat? Nie ma problemu. Wystarczy oświadczenie, że umowa ustna już przestała obowiązywać i na dany moment już nie użytkuje się tej działki. Problem ten dotyczy przetargów z KOWR, jak również dotacji inwestycyjnych z obecnego programu i programów poprzednich. Czy trzeba ustawy do jego rozwiązania? Nie trzeba! Wystarczy zapisać w wytycznych i regulaminach, że do wyliczenia wskaźników bierze się pod uwagę wszystkie działki ujęte w ostatnim wniosku o dopłaty bezpośrednie bez względu na formę prawną ich posiadania i bez względu na to czy na dany dzień wchodzą dalej w skład gospodarstwa. Co więcej, przy takim ujęciu nie trzeba by przedkładać i weryfikować żadnych dokumentów potwierdzających formę posiadania użytkowanych działek, a to właśnie na tą weryfikację urzędnicy ARiMR poświęcają większość swojego czasu. Może nawet by się okazało, że wnioski inwestycyjne można zweryfikować nie w ciągu półtora roku, a w ciągu tych pięciu miesięcy, które się wskazuje w każdych wytycznych PS WPR. Cóż, jednak dla ministerstwa ustawa to jest dokument co się zowie, a nie jakieś tam deregulacje.
ROLNIK INWESTYCYJNY NA ODSTRZAŁ
Byłoby to może wszystko trochę śmieszne i w sumie do przeżycia. Papier rolnika już od dawna nie straszy. Segregatory puchną w szafach w każdym roku w postępie geometrycznym. Rolnik jest nauczony, że jak musi być papier, to jest papier i to taki, że mucha nie siada. Byłoby wiec to śmieszne, gdyby nie to, że tą ustawą rykoszetem mogą być nieoczekiwanie trafieni rolnicy inwestycyjni.
Jeśli ktoś oczekuje, że ustawa ta spowoduje, że właściciele szturmem przystąpią do sporządzania z rolnikami pisemnych umów dzierżawy, to jest w grubym błędzie. Dodatkowe zobowiązania oraz mniej bądź bardziej uzasadnione obawy co do jej zapisów spowodują, że tym bardziej będą się oni decydować na składanie działek własnościowych w ramach swoich dopłat i nieformalne użytkowanie ich przez innych rolników. Co więcej – z tych względów mogą być nawet rozwiązywane już wcześniej podpisane i realizowane umowy dzierżawy. To właśnie może stanowić największy problem dla tych rolników, którzy korzystali ze wsparć inwestycyjnych w tym programie i programie poprzednim. Bowiem wymogiem dotacji inwestycyjnych bardzo często było zwiększenie powierzchni gospodarstwa, czy to dla celów wykazania wzrostu wskaźnika GVA, czy to pod kątem uzasadnienia parametrów roboczych zaplanowanej maszyny. Powiększenie to najczęściej było dokonywane poprzez dzierżawę gruntów. W formie jak najbardziej pisemnej i długoterminowej umowy dzierżawy. Wprowadzenie ustawy o dzierżawie rolniczej może spowodować, że część właścicieli podejmie decyzję przedterminowego wypowiedzenia tych umów, w obawie przez zobowiązaniami wynikającymi z nowej ustawy, której przepisów nie do końca znają i rozumieją. Okaże się wtedy, że ci rolnicy inwestycyjni, którzy stanowią najpewniej przyszłość polskiego rolnictwa, staną przed widmem niewywiązania się ze swoich zobowiązań oraz zwrotu otrzymanego i już dawno skonsumowanego wsparcia. Od takiego ciosu w najgorszym wypadku mogą się już nie podnieść, a w najlepszym wybije im on z głowy jakikolwiek dalszy bardziej intensywny rozwój i podejmowanie ryzyka.
STANOWISKO STOWARZYSZENIA WSPÓLNA ROLA
Biorąc pod uwagę wszystko powyższe Stowarzyszenie będzie stało na twardym stanowisku odrzucenia tej ustawy w całości. Będziemy podejmować wszelkie kroki, aby do tego doprowadzić na każdym etapie jej legislacji. Ta ustawa jest zła dla polskiego rolnictwa. Nie ma dla niej miejsca w polskim prawie! Nie nadaje się do żadnej zmiany tylko do wyrzucenia do kosza w całości!
