W INTERESIE ROLNIKÓW PRODUKCYJNYCH

Jedynie 30% gospodarstw w Polsce utrzymuje się głównie z rolnictwa. To około 360 000 z ponad 1 200 000 gospodarstw rolnych w Polsce. Dla nich dochód z rolnictwa stanowi minimum 50% dochodu ogółem. Czy są to tylko gospodarstwa wielkotowarowe? Absolutnie nie. Podział powierzchniowy jest tu bardzo ciekawy:

👉 do 5 ha – blisko 70 000 gospodarstw (ok. 11% gospodarstw w tej grupie powierzchniowej),

👉 od 5 do 10 ha – 85 000 gospodarstw (31%),

👉 od 10 do 20 ha – prawie 100 000 gospodarstw (54%),

👉 od 20 do 50 ha – prawie 80 000 gospodarstw (75%),

👉 od 50 do 100 ha – niecałe 24 000 gospodarstw (85%),

👉 powyżej 100 ha – ponad 11 000 gospodarstw (87%).

Dane te są oparte na publikacji GUS z 2025 roku pt. „Charakterystyka gospodarstw rolnych w 2023 r.”. Ponieważ analizowany okres jest relatywnie nieodległy, można uznać, że są one zbieżne z danymi obecnymi.

Zaprezentowane dane wyraźnie wskazują, że rolników produkcyjnych nie można definiować wyłącznie powierzchniowo. Gospodarstwa powyżej 50 ha stanowią jedynie 10% tej grupy. Jej dwa główne rdzenie tworzą gospodarstwa do 10 ha oraz gospodarstwa od 10 do 50 ha. To bardzo ważne rozróżnienie.

Z publikacji tej wyłania się jeszcze jedna zatrważająca liczba. Spośród ponad 1 200 000 gospodarstw rolnych w Polsce blisko 30% nie produkuje na rynek w ogóle lub prawie wcale. Oznacza to, że blisko 360 000 gospodarstw nie generuje żadnego produktu dla konsumenta. Czy wyobrażamy sobie firmę, która nic nie produkuje, nie świadczy żadnych usług, a mimo to funkcjonuje? Tak właśnie, w jakiś czarodziejski sposób, radzi sobie w Polsce kilkaset tysięcy gospodarstw rolnych. A jeżeli istnieją i trwają, to znaczy, że coś z tego mają. Pytanie: co? Do tego pytania powrócimy niebawem.

Żeby struktura polskiej wsi wyglądała jeszcze bardziej koszmarnie, musimy powiedzieć jeszcze jedną rzecz. Metodologia omawianego badania za dochód z rolnictwa przyjmuje zarówno dochód ze sprzedaży produktów rolnych, jak i wpływy z dopłat. W grupie gospodarstw, dla których dochód z działalności rolniczej stanowił minimum 50% dochodu ogółem, mamy zatem także gospodarstwa, które w ogóle nie generowały sprzedaży lub generowały ją w niewielkim zakresie. Mamy tam więc zarówno dużą grupę dopłatowców „ptaszkowych”, jak i ekologicznych, czyli gospodarstw, które symulują działalność rolniczą, nie koncentrując się na produkcji, a ich głównym dochodem są wpływy z otrzymywanych dopłat. Dopłatowców tych można, z niewielkim ryzykiem błędu, ulokować w grupie gospodarstw o powierzchni 20 ha i więcej.

Po co nam ta cała analiza? Bo stoimy na stanowisku, że struktura polskiej wsi musi ulec radykalnej zmianie. Bronienie aktualnego status quo na pewno nie leży w interesie polskiego rolnictwa. Leży natomiast w interesie licznych innych grup, o czym niebawem będziemy pisać bardzo jasno i wyraziście. Na ten moment chcemy określić grupę gospodarstw rolnych, której interes będzie równocześnie interesem polskiej wsi. Tworzyć ją powinny gospodarstwa, które realnie produkują na rynek, generując dla konsumenta, a tym samym dla społeczeństwa, podstawową wartość dodaną w postaci żywności. Twierdzimy, że podmioty, które tej wartości dodanej nie generują, można określać jakkolwiek, ale nie należy nazywać ich rolnikami.

Grupę, której szukamy, nazwaliśmy gospodarstwami produkcyjnymi. Gospodarstwo produkcyjne definiujemy jako takie, dla którego dochód ze sprzedaży produktów rolnych stanowi istotną część dochodu ogółem. Niech to będzie choćby 25%, przy czym wpływy z dopłat zaliczamy do dochodu pozostałego.

Zaprezentowana analiza GUS-owska takiego rozróżnienia nie wprowadza. Nie znaleźliśmy też innych źródeł, które mogłyby wiarygodnie rozszerzyć te statystyki. Biorąc zatem pod uwagę powyższe zastrzeżenie, możemy szacować z małym ryzykiem błędu, że jedynie około 300 000 spośród ponad 1 200 000 gospodarstw rolnych w naszym kraju spełnia naszą definicję rolnika produkcyjnego.

To ta 1/4 ogółu gospodarstw produkuje żywność dostępną dla reszty społeczeństwa. To na niej spoczywa bezpieczeństwo żywnościowe Polski. To ją najbardziej dotykają sytuacje kryzysowe na rynku. To ona jest najbardziej pomijana w myśleniu o polskim rolnictwie. To ona będzie budować polskie rolnictwo za 10 czy 15 lat — jeśli zaczniemy wreszcie o niej myśleć. Jeśli nie zaczniemy, to za 15 lat nie będzie także jej, a wraz z nią nie będzie również polskiego rolnictwa. W interesie tej grupy występujemy jako Stowarzyszenie WSPÓLNA ROLA. I będziemy to robić jeszcze bardziej dobitnie. Będziemy mówić to, czego nikt nie chce mówić. Powiemy też, dlaczego nie chce tego mówić i jakie stosuje triki, aby swoje dążenia do osiągnięcia zupełnie innych celów przykrywać pięknym woalem obrony polskiego rolnictwa.

I żeby w końcu uciąć to nieustające przyklejanie nam łatki, że występujemy w interesie rolników wielkotowarowych czy polskich latyfundystów, na ostatnim WZC, po lutowej konferencji, zmieniliśmy nazwę stowarzyszenia na Stowarzyszenie Rolników Produkcyjnych WSPÓLNA ROLA. Bo właśnie w interesie gospodarstw produkcyjnych występowaliśmy cały czas i będziemy występować. Ich powierzchnia wynosi od 0 ha do 100 ha i więcej, z istotną przewagą gospodarstw mniejszych. Powierzchnia nie ma żadnego znaczenia. Znaczenie mają jedynie realna produkcja rolna i sprzedaż.