ARiMR już na etapie złożenia wniosku o przyznanie dotacji wymaga od Wnioskodawców drogiej, skomplikowanej i wymagającej czasu dokumentacji budowlanej – pozwolenia na budowę z klauzulą ostateczności. Żeby zrozumieć, dlaczego i jak wielki jest to problem, wystarczy uświadomić sobie jedną, oczywistą rzecz: taka dokumentacja słono kosztuje. Nawet kilkadziesiąt tysięcy złotych.
Jeżeli rolnik planuje wybudować magazyn na ziemniaki, to z dotacją będzie go stać na prawie 3 razy większy obiekt niż bez dotacji. Dla wielu oznacza to, że z dotacją zrealizują wszystkie swoje potrzeby magazynowe, a bez niej tylko 1/3. Jeżeli rolnik przygotuje wymagane przez ARiMR dokumenty budowlane na inwestycję, którą jest w stanie zrealizować tylko z przyznanym wsparciem, a go finalnie nie dostanie, to cała ta paperiada jest do wyrzucenia. Sam nie podoła finansowo tak dużemu wyzwaniu. Pieniądze wydane na przygotowanie dokumentacji budowlanej zostaną zatem wyrzucone w błoto, a nie mówimy tu o jakichś drobnych. To obecnie minimum kilkanaście, a często kilkadziesiąt tysięcy złotych. Właśnie tyle ARiMR każe położyć rolnikowi na stół, aby ten mógł w ogóle wejść do dotacyjnej gry o dofinansowanie inwestycji budowlanej. Jej finał zawsze w mniejszym lub większym stopniu jest nieprzewidywalny. Tym bardziej teraz, kiedy jest mało pieniędzy, dużo chętnych i nowe procedury oceny bez utartej praktyki. Kto na taką grę się zdecyduje? Tylko ten, którego stać na taki obiekt i bez dotacji, a więc w jego przypadku wsparcie unijne nie wniesie w istocie żadnej wartości dodanej.
ARiMR nie poczuwa się jednak do winy. Kipi wręcz w niej oburzenie i krzyczy: „Przecież nie da się inaczej! Na jakiej podstawie dokonać oceny wniosku, obejmującego prace budowlane, skoro nie ma projektu?! Nie można dokonać analizy merytorycznej! Nie można dokonać analizy finansowej! Przecież nie ma kosztorysu, bo nie może go być, jeśli nie ma projektu!”. Na pierwszą myśl niby racja, ale nabory zrealizowane przez ARiMR w ramach KPO pokazały, że jednak da się. Jeżeli bez pozwolenia na budowę, da się ocenić inwestycję nawet na dwadzieścia parę milionów złotych, realizowaną przez spółkę z o.o. na pełnej księgowości, to nie da się ocenić inwestycji na maks. 2 – 3 mln złotych, realizowanej przez rolnika indywidualnego? W KPO, na moment weryfikacji wniosku wystarczała oferta z rozpisanym i rozrysowanym budynkiem oraz przygotowany do niej kosztorys. Po podpisaniu umowy wnioskodawca pozyskuje pozwolenie na budowę, opracowuje finalny kosztorys na jego podstawie, a następnie aneksem do umowy wszystko zatwierdza i ze spokojem realizuje. Można? Można! Wystarczy chcieć!
O co więc chodzi? Kto te absurdalne regulacje wymyśla? Unia Europejska? Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi? Nie, to nasza rodzima produkcja tworzona obecnie na najniższym możliwym szczeblu, to jest na poziomie Regulaminu przygotowywanego przez ARiMR, dla każdego naboru wniosków. To jakiś Wielki Projektant usadowiony, gdzieś na samej górze ARiMR. Oczywiście to nie jeden człowiek, to cała ARiMR-owska mentalność, kształtowana i utrwalana już całe pokolenie, bo ponad 20 lat. Konsekwencją tej mentalności jest niewielka liczba inwestycji budowlanych, realizowanych w ramach programów. Skutkuje to zasadniczym niedoinwestowaniem polskich gospodarstw rolnych w zakresie budynków gospodarczych i często przeinwestowaniem w sprzęt.
Efekt takiego bezdusznego i bezmyślnego podejścia ARiMR jest jeden: radykalne ograniczenie inwestycji w obiekty magazynowe oraz obiekty służące do prowadzenia produkcji zwierzęcej. Pieniądze, które w założeniu miały być nakierowane głównie na te kierunki rozwoju, są „zjadane” przez Wnioskodawców, których wnioski skupiają się tylko na zakupie sprzętu. W ramach takich projektów nie trzeba dostarczać wraz z wnioskiem o dofinansowanie skomplikowanej, czasochłonnej i kosztownej dokumentacji. Wystarczy oferta od dostawcy.
W obecnych naborach, jaskrawym przykładem tego procesu jest interwencja I.10.1.1 w obszarze C, nakierowanym na poprawę warunków przedłużania trwałości produktów i przechowalnictwa w gospodarstwach rolnych. W wypadku obiektów do przechowywania warzyw czy owoców możliwe jest uzyskanie dofinansowania wynoszącego 65% kosztów netto, ale nie więcej niż 1 mln złotych. Dotacja tego typu jest bardzo potrzebna, bo pozwala radykalnie poprawić pozycję rolnika w łańcuchu dostaw. Mogąc swobodnie przechowywać swój produkt bez utraty jakości, rolnik sam decyduje, kiedy i za ile będzie chciał go sprzedać i nie jest zdany na łaskę i niełaskę odbiorcy. Może też skupić się na sprzedaży przez dłuższy okres, mniejszych partii produktu, w ramach dostaw bezpośrednich dla odbiorców indywidualnych. Na pierwszy rzut oka wygląda to wszystko świetnie. Można jednak pójść o zakład, że spośród złożonych w ramach ostatniego naboru ponad 2300 wniosków, jedynie niewielki procent dotyczy inwestycji w przechowalnie, a jeszcze mniejszy ułamek spełni wymogi dokumentacyjne narzucane przez ARiMR i podpisze umowę o dofinansowanie. Resztę będą stanowić Wnioskodawcy, którzy zawnioskowali o kupno nowego sprzętu do: przygotowywania, przechowywania, czyszczenia, sortowania, kalibrowania, konfekcjonowania produktów rolnych. W ich przypadku wystarczy przedłożyć jedynie ofertę na sprzęt od sprzedawcy. Oni wykorzystają cały budżet interwencji, a niedoinwestowanie gospodarstw w odniesieniu do możliwości przechowywania produktów rolnych, jak było, tak będzie. Możni rynku spożywczego w Polsce – mniejsi i więksi – niewątpliwie zacierają ręce z radości. ARiMR z kolei będzie je rozkładać, mówiąc: „Cóż, my dajemy i to dobrze dajemy, ale oni wcale nie chcą brać.”
Przykład kolejny. Za kilka dni rozpocznie się nabór na inwestycje poprawiające dobrostan bydła i świń (interwencja I.10.15 PS WPR). Tutaj też postawiono wykluczające kryterium w postaci wymogu posiadania na etapie oceny formalnej pozwolenia na budowę oraz decyzji środowiskowych, czy wodno-prawnych niezbędnych do realizacji inwestycji. Podobnie, jak w interwencji omawianej wyżej, informacja o tym wymogu pojawiła się wraz z opublikowaniem Regulaminu do naboru, na 14 dni przed jego rozpoczęciem i 40 dni przed zakończeniem. To wszystko spowoduje, że w interwencji tej zostanie mocno ograniczone wykorzystanie dotacji na inwestycje dotyczące budowy lub przebudowy wybiegów dla bydła, jak również budowy czy przebudowy wodopojów. To są podstawowe inwestycje, które w ramach interwencji realizują jej najważniejszy cel, to jest zapewnienie bydłu dostępu do środowiska zewnętrznego. Natomiast ci, którzy będą chcieli kupić beczkowóz, systemy do zarządzania stadem, czy klimatem w budynku inwentarskim, czy wreszcie wygrodzić sobie pastwiska, bez trudu z dofinansowania skorzystają. Nikt nie widzi w tym problemu. Wszyscy są zadowoleni i poklepują się po plecach, nie dostrzegając w takim podejściu, elementarnej nieuczciwości wobec różnych typów wnioskodawców.
Powiedzmy otwarcie i podkreślmy na koniec. ARiMR, stawiając wyśrubowane i niepotrzebne warunki wejściowe dla gospodarstw planujących inwestycje budowlane, praktycznie wyklucza te gospodarstwa ze wsparcia. Ma to miejsce zwłaszcza w obecnym programie dotacyjnym, gdzie Wnioskodawcy dowiadują się o wymogu posiadania pozwolenia na budowę, na moment złożenia wniosku, na parę tygodniu przed terminem zakończenia naboru. Podejście ARiMR wypacza wyniki przeprowadzonych naborów, bo wiele gospodarstw, których plany inwestycyjne doskonale wpisywałyby się w realizację celów interwencji, rezygnuje ze złożenia wniosku, gdyż nie jest w stanie zaryzykować olbrzymich kosztów przygotowania dokumentacji budowlanej, albo nie ma już na to czasu. Działania ARiMR mają też negatywny wpływ na polską gospodarkę, bowiem inwestycje budowlane zdecydowanie bardziej ją nakręcają, niż kupno maszyn wyprodukowanych najczęściej poza naszym krajem. Panująca w ARiMR mentalność Wielkiego Projektanta nie wzmacnia też pozycji rolnika w łańcuchu dostaw ani nie realizuje strategii „Od pola do stołu”, gdyż nowoczesny, wydajny magazyn jest tu podstawą.
W związku z powyższym, Stowarzyszenie wystosuje zapytania w omawianej sprawie do Prezesa Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa, Pana Wojciecha Legawca oraz apel do Ministra Rolnictwa i Rozwoju Wsi, Pana Stefana Krajewskiego, o przyjrzenie się sprawie i interwencję. O efektach naszych działań będziemy informować na bieżąco.
